Pół roku to sześć miesięcy - były różne. Jak wszystko dookoła jest różne.
Przyszły zmiany, skończyła się jesień, zima, gdzie drzewa zgubiły pomarańczowo - żółte liście, jest wiosna, która nieśmiało pokazuje słońce zza chmur.
A Ty byłeś- nie byłeś, pojawiałeś się na chwilę - na dłużej, byłeś u mnie - nie u mnie, alkoholu było więcej, bądź mniej.
Moja buzia nie zamykała się na Twój temat, a głowa starała się zanotować jak najwięcej o Tobie i sprawdzić czy obraz Twojej osoby wśród ludzi jest podobny do tego z mojego umysłu. Był, jest.
Nie było tylko pewności, wydawało mi się wiele, widziałam niewiele, niedosłyszałam niedomówień.
Teraz to wiem, nie umiałam określić niektórych zachowań, powstrzymać słów, bo byłam zagubiona; pomiędzy chceniem, pragnieniem a działaniem.
Gdy pewność przyszła, zmieniłam się ja - moje podejście. Nadal owiane wieloma obawami, wstydliwością ale mimo wszystko pojęłam czego chcę, że Ty nie jesteś ofiarą trybu "zdobywcy", a "ofiarą" mojego serca.
Zakochałam się w Twoich oczach, cechach jakie wyłapałam, poznałam, Twoim zachowaniu.
A pokochałam po prostu za to, że jesteś (byłeś). Mogę to powiedzieć z taką pewnością z jaką każdego dnia tęsknie coraz mocniej.