Dobiegł końca dziewiąty miesiąc w Poznaniu. W czerwcu mam Nowy Rok, nie 1 stycznia, tylko od dwóch lat pod koniec czerwca.
Tutaj dopiero pojawia mi się czas refleksji, przemyśleń i postanowień na "kolejny rok". To w czerwcu kończę rok i rysuję w głowię grubą kreskę a zabierając plecaki, torby i nieszczęsną walizkę na kołkach zaczynam coś nowego jednocześnie wracając do starego pokoju.
Refleksji jest wiele, tak samo jak nowych znajomości, wrogów c: i wylanych łez. Gdzie tych wyjątkowo było wiele.
Ponad 8 miesięcy - tyle Ciebie znam. Jesteś moim przekleństwem, moim pragnieniem i kawałkiem mojego serca. Nie zrobiłeś nic wielkiego, nie dałeś się poznać przez ten czas jak byś mógł, jedynie najmocniej jak tylko mogłeś ukazałeś jak nieidealny potrafisz być ale to mnie nie zniechęciło - tylko zabolało, boli do tej pory.
Miałam ochotę napisać do Ciebie list, ot taki zwykle niezwykły. W końcu listów miłosnych nie pisałam nigdy. Dlaczego więc akurat miałaby do Ciebie go napisać? Może dlatego, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Tak, list to sposób aby moja głowa wylała to co siedzi mi w niej od długiego czasu. Skoro usta nie mogą mówić to niech chociaż palce napiszą.
Gdy zrozumiałam, że "nie wiem" ciągle znaczyło "tak" nie dostałam już od Ciebie możliwości wypowiedzenia się więcej i nigdy pewnie nie dostanę. A ja tylko powiedziałabym o wspaniałościach jakie w Tobie zauważam, a także o tym potencjale jaki nosisz w sobie. Chciałabym też Ci szepnąć o Twojej wyjątkowości, bo jesteś pierwszy który wzbudza we mnie takie emocje; pierwszy który mimo nieznania rozbudza we mnie płacz, gdy Ciebie nie ma i radość, gdy się pojawiałeś.
A pojawiłeś się szybko, znikąd. Zresztą czy w tej znajomości coś działo się wolno? Nawet to, że jesteś kimś znakomitym przyszło z wielką prędkością. Nie zrobiłeś nic szczególnego, oprócz bycia i tylko z tego powodu postanowiłam oddać Ci moje małe serduszko. Co było i nawet dla mnie zaskakujące. Moje relacje z mężczyznami były trudne, w momencie zjawienia się Twojej osoby jeszcze bardziej niż zwykle.
Do tego wszystkiego mój umysł razem z sercem współdziałają (pierwszy raz razem), ba nawet wymyślili sobie, że będę wierna wobec Twojej osoby - co jest dla mnie kompletnie nie zrozumiałe ale się tego trzymam. Nie dostałam nigdy z Twojej strony wielkich obietnic; jedynie półsłówka hehe. Cała ta znajomość nie wypływała też poza neutralny grunt. A jednak, nie chcę nikogo innego oprócz Ciebie, gdy dostawałam propozycję wyskoczenia na piwo odmawiałam, jeśli już się zmuszałam i nawet się umalowałam zaraz zmieniałam zdanie i robiąc z siebie totalnego świra informowałam w sposób niebezpośredni ale stanowczy i jasny, że moje serce jest zajęte. Nie widzę więc sensu spotkania się z kimkolwiek i w tym miejscu mogę obwiniać tylko siebie.
W końcu jak mogę nie winić siebie skoro wiem, że w Twoim życiu nie ma miejsca dla mnie, a swoje serce już oddałeś innej osobie, której nawet nie jestem w stanie dorównać. A skoro nie będziesz ze mną szczęśliwy, to nie powinnam się zachowywać jak egoistka i cały egoizm schować, zakopać pod ziemię, bo w końcu to na Twoim szczęściu zależy mi najbardziej.
Nikt tak pięknie się nie uśmiecha jak Ty. Nikt tak pięknie nie pali papierosów jak Ty. Nikt tak pięknie nie wymawia samogłoski "r" jak Ty.
Chyba Cię kocham.