piątek, 21 listopada 2014

031.

Wspominam najgorszą podstawówkę, która niestety źle wpłynęła na moje ukształtowanie się, średnie gimnazjum, które nauczyło mnie z kim w przyszłości się nie zadawać, całkiem dobre liceum i się zatrzymuje. Jestem na studiach, takich co chciałam, w mieście o którym marzyłam, pozornie marzyłam i nie wiem, nie wiem czy mam wspomnienia czy tylko pojedyncze przeżycia z ludźmi, których tutaj "poznałam". "Poznałam"...

Nie mam tutaj nikogo, z kim mogłabym kupić osiem paczek słoneczniku; koniecznie z przyprawami i wejść na jakiś dach śpiewając polskie przeboje lat '90. 
Brakuje mi tutaj też osoby, która obudzi mnie masą smsów "choooooodź szybko na piwo, jest ważna sprawa" i okazuje się, że ważną sprawą jest ciąża kotki i naprawdę koniecznie trzeba było omówić to o godzinie 4 nad ranem na łące.
Nie poznałam tutaj nikogo z kim mogłabym przeżyć Sylwestra w listopadzie przy ognisku, śmiejąc się w głos i pijąc ruskiego szampana. 

Mam tutaj znajomych, ale tylko znajomych. Zastanawiam się czy z nimi też przeżyję podobne rzeczy, czy będą tylko od czasu do czasu Cholernie mocno tęsknie za taką spontanicznością, za jazdą pociągiem gdziekolwiek całą noc, za płaczem ze śmiechu, za poczuciem, że ludzie, z którymi przebywam naprawdę cenią sobie moją osobę i chcą mieć wiele szalonych wspomnień ze mną. 

niedziela, 9 listopada 2014

030.

Z racji, że długi weekend się zbliżał, wpadłam na szalony pomysł wagarów w piątek i wrócenia do domu, za którym tak bardzo tęskniłam, mimo wszystko.

Leżę na podłodze pod biurkiem (bo gdzie indziej bym miała), jem najlepsze ciastka pod słońcem, których nazwy nie pamiętam iii... nie wiem. Zastanawiam się. Skoro tam jest mi źle, skoro tutaj nie czuję się dobrze to gdzie mam swoje miejsce? Budząc się każdego dnia w akademiku za każdym razem mam nadzieję, że jakaś magiczna moc da mi poczucie, że to jest moje miejsce na ziemi. Jeśli nie miałam tego tutaj, chciałam mieć tam. 
Nie czuję tego, nie wiem gdzie mam iść, jak żyć... 

Mam dwie najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć współlokatorki, nowych znajomych, którzy są naprawdę niesamowicie fantastyczni i których lubię, chociaż ciężko mi okazywać sympatię i tysiąc myśli  jak byłoby mi z nimi, moimi dawnymi znajomymi. Mam straszne sprzeczności w głowie, wyrzuciłabym je najchętniej wszystkie bez segregacji do jednego worka i miała pustą głowę, kompletnie. Sama zamykam się przed ludźmi.