Leżę na podłodze pod biurkiem (bo gdzie indziej bym miała), jem najlepsze ciastka pod słońcem, których nazwy nie pamiętam iii... nie wiem. Zastanawiam się. Skoro tam jest mi źle, skoro tutaj nie czuję się dobrze to gdzie mam swoje miejsce? Budząc się każdego dnia w akademiku za każdym razem mam nadzieję, że jakaś magiczna moc da mi poczucie, że to jest moje miejsce na ziemi. Jeśli nie miałam tego tutaj, chciałam mieć tam.
Nie czuję tego, nie wiem gdzie mam iść, jak żyć...
Mam dwie najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć współlokatorki, nowych znajomych, którzy są naprawdę niesamowicie fantastyczni i których lubię, chociaż ciężko mi okazywać sympatię i tysiąc myśli jak byłoby mi z nimi, moimi dawnymi znajomymi. Mam straszne sprzeczności w głowie, wyrzuciłabym je najchętniej wszystkie bez segregacji do jednego worka i miała pustą głowę, kompletnie. Sama zamykam się przed ludźmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz