poniedziałek, 16 marca 2015

035.

To, że na podłodze walają się chusteczki higieniczne, jakiś paskudny cebulowy syrop na kaszel to całkiem normalne skoro przyszło do mnie w odwiedziny przeziębienie. Wybrało sobie zły moment, ale gości i tak się nie wyprasza. No ale... Tutaj nie mogę zachować się taktowanie.
Ale wracając do rzeczy na podłodze. Przy stopach mam młotek. O taki zwykły młotek. Nie wiem czemu.
Rozumiem.
Nie mieszkam już w swoim pokoju prawie wcale ale żeby młotki przynosić do mnie? Dziwne.
A może to znak.
Mam też gdzieś taśmę, znaczy się nie gdzieś. W szufladzie biurka, to jedyna szuflada, więc nigdzie indziej być nie może.
Więc ta taśma i młotek mają naprawić mój bądź co bądź niezbyt dobry humor. Dobra, mój humor jest bardzo zły ale nie chciałam tego pisać coby znowu nie było, że się użalam. Bo tak naprawdę ja się mało kiedy użalam ale ludzie nie potrafią czytać między wierszami. Generalnie nawet jak mówi się wprost to i tak nie rozumieją.
Ludzie, ludzie... Dlatego mi tak źle. Przez was właśnie.
Nie lubię ludzkiego cierpienia, boli mnie bardziej niż moje własne. Wyśmiewanie innych też, tak samo jak nieporadność życiowa czy bieda.
Nie cierpię tego uczucia.
Jestem u siebie. W miejscu gdzie mieszka około 17 tysięcy ludzi, zna się większość.
Widzi się na ulicy codziennie smutne oczy, wymęczone dłonie i brak chęci do życia.
To mnie boli.
Tak cholernie mnie boli.
Dlaczego inni nie mogą żyć dobrze.
Ja to ja. Ale wy, ludzie, których nie zawsze lubię, mnie martwicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz