Pan Litza ze swoją Luxtorpedą też jest moją wielką, polską miłością. Może nie tak wielką jak Pan Grabaż, na pewno nie tak. Ale lubię go sobie posłuchać jak śpiewa, jak udziela wywiadów. Wydaje się w porządku gościem.
Dziś właśnie mam dzień przesłuchiwania jego płyt. "Mambałaga" idealnie trafiła w to co jest mi na chwilę obecną potrzebne, dlatego najpierw była słuchana przez TRZY godziny, a tekst, że "od dzisiaj robię porządek, niejedno z głowy poleci" został wcielony w życie.
Pozdzierałam ze ściany kilkanaście zdjęć, które jak mała piromanka spaliłam, wyczyściłam dysk D w komputerze, połamałam płyty CD i oczywiście na koniec się poryczałam. Nie ze smutku, a radości.
Radości i dumy, że potrafiłam to zrobić, zakończyłam przeszłość oficjalnie i na zawsze.
Nagle, niespodziewanie, z dnia na dzień! Emocji w głowie, w sercu było co nie miara!
Ale było warto. Wrócę do Poznania z nową energią, nowymi pomysłami i nowym spojrzeniem na świat.
Nie mogę się doczekać.
Jestem zwycięzca, jeśli tylko tego chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz