Cześć mój chłopaku.
Gdzie dziś jesteś?
Patrzysz na mnie z góry? Patrz, bądź! Bądź blisko, obok.
Proszę, błagam!
Jutro byłby nasz dzień. Ten, w którym rozpoczęła się nasza miłość. Pierwsza. Najszczersza. Największa. Najprawdziwsza. Najsmutniejsza. Z rozstaniem bez naszej decyzji.
Płaczę już mniej. Tęsknie, myślę i KOCHAM tak samo mocno jak pierwszy raz, jak każdego dnia. Jutro, jutro będzie apogeum, bo dlaczego naszą rocznicę mam spędzić sama? Czemu nasze marzenia mam spełniać sama? Czemu nasze zdjęcia oglądam sama? Czemu w nasze miejsca chodzę sama? Czemu wspominam nasze wyprawy sama? Czemu śpię sama? Dlaczego, dlaczego życie spędzam sama, bez Ciebie?!
Nie umiem o Tobie rozmawiać, pewnie to zauważasz. Nie dlatego, że się wstydzę wszystkiego przez co przeszliśmy ale minęły już lata, a mi nie minęło nic. W gardle nadal coś jakby mnie dusiło i zamykało drogę do wypowiedzenia liter.
Serce się skleiło ale widać ślady po roztrzaskaniu, to nie znika, nie z serce. Nie usunie się tego operacją, niczym.
Słyszę podobne historię, w tle ktoś wypowiada Twoje imię i mam ochotę ryczeć, drzeć się. Przypomina mi się Twój ból psychiczny i fizyczny. Twoja walka, była potężna, tak jak chęć do życia. Dlatego nie potrafię pójść na ten cmentarz i spoglądać na Twój uśmiech z nagrobka... To mnie boli, to że zamiast dylematu czy iść na łąkę z Tobą czy może jednak zostać w domu z Tobą, zastanawiam się czy mam siłę udźwignąć pójście na cmentarz do Ciebie bez Ciebie u boku czy zostać w domu sama.
Wraz z Twoim odejściem oprócz kawałka serca straciłam szkiełko w różowych okularach, gdzie drugie jest wyblaknięte.
Marzy mi się abyś dał mi jakiś znak. Weź trzaśnij jakimiś drzwiami, lubiłeś tak robić i krzyczeć u progu "czy jest jedzenie". Zrób to, pokaż, że mnie odwiedziłeś. Albo zrzuć coś, niech się potłucze samo z siebie, a jednak przez Ciebie.
KOCHAM Cię, najmocniej moja mała wielka Miłości <3
niedziela, 20 września 2015
piątek, 11 września 2015
043.
Blog jest całkiem w porządku miejscem do poopowiadania o wszystkim na co mamy ochotę.
Jednak sama ochota do wygadania nie wystarczy, bo to jedno. Trzeba też chęci do pisania i właśnie tego mi brakowało. Zbierałam się aby ponarzekać, podzielić się radością i wylać frustracje szczególnie na temat Adama - który w moim życiu już chyba będzie do końca ale długi czas na drodze palce - klawiatura stało samo życie (teraz zanuciłam song z serialu).
A w takim życiu nie od dziś wiadomo dzieje się wszystko. Było tragicznie, wesoło, nietrzeźwo, szalenie, niebezpiecznie, płaczliwie, poważnie, radośnie i nawet mało miłośnie.
Ostatni jednak aspekt nie zmienia tego, że uczuć w głowie i sercu kumulowało się dostatecznie dużo aby wypaść z rytmu normalnego funkcjonowania i nie mieć siły mimo chęci pisać, pisać, stukać palcami o każdą literkę.
Ale dziś już jestem. Prawie poukładana ze wszystkim, prawie spakowana do Poznania i jak zwykle z tego powodu zagubiona. Liczę na to, że jak uda mi się zakończyć studia to nie będę musiała wybierać się na żadne leczenie do szpitala gdzie w drzwiach nie ma klamek, a personale najchętniej ubrałaby ludzi w kaftany bezpieczeństwa.
Wszystko tutaj jest teraz jakieś nieuporządkowane, tak sądzę patrząc na brak składni wydarzeń i słów. Dlatego chyba kończę i mam nadzieję wrócić tutaj szybciej niż teraz.
Jednak sama ochota do wygadania nie wystarczy, bo to jedno. Trzeba też chęci do pisania i właśnie tego mi brakowało. Zbierałam się aby ponarzekać, podzielić się radością i wylać frustracje szczególnie na temat Adama - który w moim życiu już chyba będzie do końca ale długi czas na drodze palce - klawiatura stało samo życie (teraz zanuciłam song z serialu).
A w takim życiu nie od dziś wiadomo dzieje się wszystko. Było tragicznie, wesoło, nietrzeźwo, szalenie, niebezpiecznie, płaczliwie, poważnie, radośnie i nawet mało miłośnie.
Ostatni jednak aspekt nie zmienia tego, że uczuć w głowie i sercu kumulowało się dostatecznie dużo aby wypaść z rytmu normalnego funkcjonowania i nie mieć siły mimo chęci pisać, pisać, stukać palcami o każdą literkę.
Ale dziś już jestem. Prawie poukładana ze wszystkim, prawie spakowana do Poznania i jak zwykle z tego powodu zagubiona. Liczę na to, że jak uda mi się zakończyć studia to nie będę musiała wybierać się na żadne leczenie do szpitala gdzie w drzwiach nie ma klamek, a personale najchętniej ubrałaby ludzi w kaftany bezpieczeństwa.
Wszystko tutaj jest teraz jakieś nieuporządkowane, tak sądzę patrząc na brak składni wydarzeń i słów. Dlatego chyba kończę i mam nadzieję wrócić tutaj szybciej niż teraz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)