A dzisiaj bardzo rano wróciłam z pracy, byłam pomocą barmanki!
Co prawda nie odnalazłam się za bardzo w tym zajęciu, a najbardziej męczyło mnie odmawianie piwa namolnym czternastkom.
I o, techno! Jestem trochę (bardzo) ograniczona muzycznie (teraz i tak, coraz mniej), więc słuchanie łupanki denerwowało mnie.
Ale dzielnie stałam i się uśmiechałam! W końcu wszystkie napiwki moje!
Zarobiłam zadowalającą sumę!
I jak wróciłam do domu, to czekała na mnie gorąca herbata. Moja Mama na mnie też czekała, zasnęłyśmy razem.
Poczułam się jak kiedyś.
Jedząc niedzielny rosół z ziemniakami, już w ogóle cofnęłam się o 10, jak nie 13 lat!
Posprzątałam w pokoju, powiedzmy.
Ogarnęłam książki, wytarłam kurze (w większości) i tylko płyty; zamiast wisieć na ścianie, leżą za łóżkiem.
Ale te książki. Między ukochanym "Cierpieniem Młodego Wertera", a wspaniałym "Przedwiośniem" stał wciśnięty Lampo, co jeździł koleją.
Cofnęłam się do 2 klasy szkoły podstawowej.
Właśnie skończyłam czytać.
Leżąc w łóżku, z malinową herbatą i w grubych skarpetach czuję się jakbym miała wehikuł czasu.
Mam naprawdę 8 lat!
Cudowne uczucie.
Cudna niedziela.
niedziela, 14 sierpnia 2016
piątek, 5 sierpnia 2016
052.
Co u mnie?
Stabilnie.
Zakończyłam pracę - nie zarobiłam kokosów ani żadnych innych owoców. Tak naprawdę nie zarobiłam nic. Jednak coś robiłam i miałam powody aby się pomalować, ubrać, wyjść...
Nie miałam czasu na myślenie, bo mimo lekkiej pracy - coś robić musiałam.
A teraz nudzę, nudzę się i myślę.
O wszystkim.
O głupotkach.
O przyszłości.
O przeszłości.
O kotkach.
O Tobie.
Ciągle, zawsze.
Jesteś w moich snach, w moich marzeniach, w moim sercu i w moich myślach. Do cholery jasnej! Moje serce ważące około ponad 300 gram, nadal ma dla Ciebie miejsce, a przecież wiem, że nie powinno. Nie chcesz tego. Ja też nie powinnam chcieć, niczego co związane z Twoją osobą. Jestem egoistką życia! Chciałabym najbardziej mojego szczęścia z Tobą, gdzieś dalej (za ośmioma górami) a muszę mieć chęć zaakceptowania, że jesteś szczęśliwszy z kimś innym. Ale!
Boję się też, że nikt nie da Ci wystarczająco ciepła (nawet w upalne dni) ile potrzebujesz.
Chcę.... chcę
Stabilnie.
Zakończyłam pracę - nie zarobiłam kokosów ani żadnych innych owoców. Tak naprawdę nie zarobiłam nic. Jednak coś robiłam i miałam powody aby się pomalować, ubrać, wyjść...
Nie miałam czasu na myślenie, bo mimo lekkiej pracy - coś robić musiałam.
A teraz nudzę, nudzę się i myślę.
O wszystkim.
O głupotkach.
O przyszłości.
O przeszłości.
O kotkach.
O Tobie.
Ciągle, zawsze.
Jesteś w moich snach, w moich marzeniach, w moim sercu i w moich myślach. Do cholery jasnej! Moje serce ważące około ponad 300 gram, nadal ma dla Ciebie miejsce, a przecież wiem, że nie powinno. Nie chcesz tego. Ja też nie powinnam chcieć, niczego co związane z Twoją osobą. Jestem egoistką życia! Chciałabym najbardziej mojego szczęścia z Tobą, gdzieś dalej (za ośmioma górami) a muszę mieć chęć zaakceptowania, że jesteś szczęśliwszy z kimś innym. Ale!
Boję się też, że nikt nie da Ci wystarczająco ciepła (nawet w upalne dni) ile potrzebujesz.
Chcę.... chcę
czwartek, 7 lipca 2016
051.
Dobiegł końca dziewiąty miesiąc w Poznaniu. W czerwcu mam Nowy Rok, nie 1 stycznia, tylko od dwóch lat pod koniec czerwca.
Tutaj dopiero pojawia mi się czas refleksji, przemyśleń i postanowień na "kolejny rok". To w czerwcu kończę rok i rysuję w głowię grubą kreskę a zabierając plecaki, torby i nieszczęsną walizkę na kołkach zaczynam coś nowego jednocześnie wracając do starego pokoju.
Refleksji jest wiele, tak samo jak nowych znajomości, wrogów c: i wylanych łez. Gdzie tych wyjątkowo było wiele.
Ponad 8 miesięcy - tyle Ciebie znam. Jesteś moim przekleństwem, moim pragnieniem i kawałkiem mojego serca. Nie zrobiłeś nic wielkiego, nie dałeś się poznać przez ten czas jak byś mógł, jedynie najmocniej jak tylko mogłeś ukazałeś jak nieidealny potrafisz być ale to mnie nie zniechęciło - tylko zabolało, boli do tej pory.
Miałam ochotę napisać do Ciebie list, ot taki zwykle niezwykły. W końcu listów miłosnych nie pisałam nigdy. Dlaczego więc akurat miałaby do Ciebie go napisać? Może dlatego, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Tak, list to sposób aby moja głowa wylała to co siedzi mi w niej od długiego czasu. Skoro usta nie mogą mówić to niech chociaż palce napiszą.
Gdy zrozumiałam, że "nie wiem" ciągle znaczyło "tak" nie dostałam już od Ciebie możliwości wypowiedzenia się więcej i nigdy pewnie nie dostanę. A ja tylko powiedziałabym o wspaniałościach jakie w Tobie zauważam, a także o tym potencjale jaki nosisz w sobie. Chciałabym też Ci szepnąć o Twojej wyjątkowości, bo jesteś pierwszy który wzbudza we mnie takie emocje; pierwszy który mimo nieznania rozbudza we mnie płacz, gdy Ciebie nie ma i radość, gdy się pojawiałeś.
A pojawiłeś się szybko, znikąd. Zresztą czy w tej znajomości coś działo się wolno? Nawet to, że jesteś kimś znakomitym przyszło z wielką prędkością. Nie zrobiłeś nic szczególnego, oprócz bycia i tylko z tego powodu postanowiłam oddać Ci moje małe serduszko. Co było i nawet dla mnie zaskakujące. Moje relacje z mężczyznami były trudne, w momencie zjawienia się Twojej osoby jeszcze bardziej niż zwykle.
Do tego wszystkiego mój umysł razem z sercem współdziałają (pierwszy raz razem), ba nawet wymyślili sobie, że będę wierna wobec Twojej osoby - co jest dla mnie kompletnie nie zrozumiałe ale się tego trzymam. Nie dostałam nigdy z Twojej strony wielkich obietnic; jedynie półsłówka hehe. Cała ta znajomość nie wypływała też poza neutralny grunt. A jednak, nie chcę nikogo innego oprócz Ciebie, gdy dostawałam propozycję wyskoczenia na piwo odmawiałam, jeśli już się zmuszałam i nawet się umalowałam zaraz zmieniałam zdanie i robiąc z siebie totalnego świra informowałam w sposób niebezpośredni ale stanowczy i jasny, że moje serce jest zajęte. Nie widzę więc sensu spotkania się z kimkolwiek i w tym miejscu mogę obwiniać tylko siebie.
W końcu jak mogę nie winić siebie skoro wiem, że w Twoim życiu nie ma miejsca dla mnie, a swoje serce już oddałeś innej osobie, której nawet nie jestem w stanie dorównać. A skoro nie będziesz ze mną szczęśliwy, to nie powinnam się zachowywać jak egoistka i cały egoizm schować, zakopać pod ziemię, bo w końcu to na Twoim szczęściu zależy mi najbardziej.
Nikt tak pięknie się nie uśmiecha jak Ty. Nikt tak pięknie nie pali papierosów jak Ty. Nikt tak pięknie nie wymawia samogłoski "r" jak Ty.
Chyba Cię kocham.
Tutaj dopiero pojawia mi się czas refleksji, przemyśleń i postanowień na "kolejny rok". To w czerwcu kończę rok i rysuję w głowię grubą kreskę a zabierając plecaki, torby i nieszczęsną walizkę na kołkach zaczynam coś nowego jednocześnie wracając do starego pokoju.
Refleksji jest wiele, tak samo jak nowych znajomości, wrogów c: i wylanych łez. Gdzie tych wyjątkowo było wiele.
Ponad 8 miesięcy - tyle Ciebie znam. Jesteś moim przekleństwem, moim pragnieniem i kawałkiem mojego serca. Nie zrobiłeś nic wielkiego, nie dałeś się poznać przez ten czas jak byś mógł, jedynie najmocniej jak tylko mogłeś ukazałeś jak nieidealny potrafisz być ale to mnie nie zniechęciło - tylko zabolało, boli do tej pory.
Miałam ochotę napisać do Ciebie list, ot taki zwykle niezwykły. W końcu listów miłosnych nie pisałam nigdy. Dlaczego więc akurat miałaby do Ciebie go napisać? Może dlatego, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Tak, list to sposób aby moja głowa wylała to co siedzi mi w niej od długiego czasu. Skoro usta nie mogą mówić to niech chociaż palce napiszą.
Gdy zrozumiałam, że "nie wiem" ciągle znaczyło "tak" nie dostałam już od Ciebie możliwości wypowiedzenia się więcej i nigdy pewnie nie dostanę. A ja tylko powiedziałabym o wspaniałościach jakie w Tobie zauważam, a także o tym potencjale jaki nosisz w sobie. Chciałabym też Ci szepnąć o Twojej wyjątkowości, bo jesteś pierwszy który wzbudza we mnie takie emocje; pierwszy który mimo nieznania rozbudza we mnie płacz, gdy Ciebie nie ma i radość, gdy się pojawiałeś.
A pojawiłeś się szybko, znikąd. Zresztą czy w tej znajomości coś działo się wolno? Nawet to, że jesteś kimś znakomitym przyszło z wielką prędkością. Nie zrobiłeś nic szczególnego, oprócz bycia i tylko z tego powodu postanowiłam oddać Ci moje małe serduszko. Co było i nawet dla mnie zaskakujące. Moje relacje z mężczyznami były trudne, w momencie zjawienia się Twojej osoby jeszcze bardziej niż zwykle.
Do tego wszystkiego mój umysł razem z sercem współdziałają (pierwszy raz razem), ba nawet wymyślili sobie, że będę wierna wobec Twojej osoby - co jest dla mnie kompletnie nie zrozumiałe ale się tego trzymam. Nie dostałam nigdy z Twojej strony wielkich obietnic; jedynie półsłówka hehe. Cała ta znajomość nie wypływała też poza neutralny grunt. A jednak, nie chcę nikogo innego oprócz Ciebie, gdy dostawałam propozycję wyskoczenia na piwo odmawiałam, jeśli już się zmuszałam i nawet się umalowałam zaraz zmieniałam zdanie i robiąc z siebie totalnego świra informowałam w sposób niebezpośredni ale stanowczy i jasny, że moje serce jest zajęte. Nie widzę więc sensu spotkania się z kimkolwiek i w tym miejscu mogę obwiniać tylko siebie.
W końcu jak mogę nie winić siebie skoro wiem, że w Twoim życiu nie ma miejsca dla mnie, a swoje serce już oddałeś innej osobie, której nawet nie jestem w stanie dorównać. A skoro nie będziesz ze mną szczęśliwy, to nie powinnam się zachowywać jak egoistka i cały egoizm schować, zakopać pod ziemię, bo w końcu to na Twoim szczęściu zależy mi najbardziej.
Nikt tak pięknie się nie uśmiecha jak Ty. Nikt tak pięknie nie pali papierosów jak Ty. Nikt tak pięknie nie wymawia samogłoski "r" jak Ty.
Chyba Cię kocham.
Subskrybuj:
Posty (Atom)