Mam swój metr i ponad nieco pół (...) tak śpiewa jeden z moich najmniej lubianych zespół muzycznych.
Mam też wagę, w moim mniemaniu większą niż powinnam, co wiążę się z tłustym dupskiem i udami, których nigdy nie zaakceptuje. Oczy mam zielone, całkiem lubię ich kolor ale są małe, tak jak usta i dwoje uszu, które także posiadam. Duży, wielki nos mi przeszkadza, tak jak ramiona. Włosy, z natury kręcone, teraz skołtunione potrzebują już naprawy.
Jestem za bardzo empatyczna, nieśmiała i wyrozumiała też jestem. Kulturalna staram się być, chociaż zdarza mi się używać wielu niekulturalnych słów - niestety. Wytrwale osiągam swe cele i ciągle płaczę, przesadnie.
Reprezentuję raczej przeciętność, ot co. Każdy z nas ma więcej tego, czy owego.
Ponadprzeciętnie nienawidzę siebie. W lustro patrzę, gdy muszę i to z obrzydzeniem. Dotykam siebie, gdy muszę się wykąpać. W głowie ciągle liczę kalorię - nie lubię matematyki, a teraz ciągle liczę. Czego jeszcze nienawidzę? Jedzenia, tego że jem. I tarczycy i kolana, to wszystko przez to. Posypało się zdrowie, możliwość uprawiania sportu i piękna sylwetka.
Z każdym dniem moja samoocena spada poniżej punktu depresji w Raczkach.
Nienawidzę swojego ciała, swojej osoby, nienawidzę całej siebie.... Czuję się źle, źle, źle.
niedziela, 16 kwietnia 2017
piątek, 31 marca 2017
064.
Kolejny list może być do Ciebie. Wiem, że ktoś inny ma patrzeć w Twe oczy, bo tego pragniesz ale ja Ciebie pokochałam za nic, za drobiazgi. Pamiętasz jak kazałeś mi czekać, jestem jak mały piesek i czekam. Na Ciebie, na Twe dłonie. Chcę dla Ciebie wszystkiego. Jesteś jedyny w swoim rodzaju, nad wyraz inteligenty. Duże masz serce ale się gubisz. Uwierz w siebie, swe możliwości. Ja Ciebie kocham, mimo że chyba teraz, uwżasz mnie za głupca. O, powiedz co mnie myslisz.
niedziela, 26 marca 2017
063.
Pamięć człowieka jest dla niego samego wielką rzeźnią. Jest to rzeź ogromna, jeśli przywołuje się złe wspomnienia. Te, pod wpływem, których zaczyna tracić się wiarę w siebie, swoje możliwości i otaczających ludzi.
Można jednak taką rzeź omijać, w pewnym względzie.
Uciekając, odcinając się od otoczenia, które stuprocentowo kojarzy się z czymś, przez co wątpi w samego siebie. Przykładowo, gdy odejdziesz to nie widzisz schodów, na których usłyszałaś najpiękniejsze słowa w życiu i nie mijasz codziennie miejsca, gdzie o tej samej osoby usłyszałaś najbardziej łamiące słowa, więc nie myślisz o tym tak często.
Gorzej, gdy ma się pamięć chomika ale wielkie serce do takich momentów, które pozwalały się rozpływać. Moje serce pożarło każdy moment, każde słowo wypowiedziane przez Ciebie i ciągle to we mnie żyje. Gdziekolwiek bym nie chciała pójść, to się za mną ciągnie. Jak staram się, już tyle nie myśleć, uspokoić nieuporządkowane myśli to pojawia się ktoś, kto mi o Tobie wspomina.
I wtedy mi się przypomina, jak mówiłeś mi, że jestem piękna, że jestem dobra, że jestem mądra, że jestem... Mam obraz tego, jak drapiesz mi plecy - tak delikatnie, tak wspaniale.
Chociaż gorsze jest, gdy pod wpływem alkoholu, przypadkiem dowiaduję się, że ktoś coś wie, "coś", bo nie wiem co i dorabia do tego własną ideologię. Uświadamiam sobie jaka naiwna jestem.
Ty, Ty jesteś moim grzechem.
Ja, nie mam odwagi odejść.
Subskrybuj:
Posty (Atom)