wtorek, 19 stycznia 2016

046.

Styczeń? Czemu wszystko mi tak ucieka?
Nie chcę tego, znaczy się chcę aby uciekł mi luty i w USOSie widziałam jakieś marne trójki, chociaż mogłabym więcej - czasem, jakbym chciała. Ale chcę zaliczenie i tyle, chcę praktyki a nie pustą teorię. Na tym mi zależy, a nie na definicji kogoś tam, bo tak. 
Zależy mi też na ułożeniu sobie życia, całego! Większa część jest już okej. Odnajduję się w tym Poznaniu, chociaż inne miasto nadal jest w moim sercu i celem do zdobycia. Czuję się tutaj cudownie, moje relacje z jedną współlokatorką są najlepsze, z drugą bez komentarza - ale to najmniej ważne.
Są przy mnie też osoby, których obecność czuję zawsze, w złej chwili, dobrej - zawsze jakby nie było. 
Jak się wyprowadzę będzie trudno na nowo zaaklimatyzować się jak w domu ale kto nie ryzykuje ten żałuje, że nie spełnił marzeń. Więc niech pomieszkiwanie w akademiku trwa jeszcze trochę.
O właśnie, te marzenia. Co ja mam w tej głowie ostatnio. Śluby, dzieci, stabilizację. Nie pasuje to przecież do mnie. Ale stabilizacja jest mi potrzebna - chcę już powoli wyciszyć się, oglądać milion zdjęć, mieć z kim wyjść na koncert i trzymać się za ręce w czasie pogo - o co trudno ale wszystko się da, kłócić się, hopsać na spacery, gotować razem ziemniaki, codziennie odkrywać drugą osobę i dawać jej swoją miłość... Potężną dawkę miłości każdego dnia, aby ktoś poczuł się ważny, kochany, doceniany.
Szukam takiej osoby, nie za wszelką cenę, nie daję się dotknąć ba nawet poznać nikomu. Nie jest tak, jak to widać z boku. Pragnęłam w życiu niewielu osób, w przeszłości tylko dwóch. Gdzie ta druga przy pierwszej była z mniejszą dawką pragnienia - mimo wszystko. Obecnie, pragnienie jest identyczne jak pierwsze, po tylu latach.
Teraz niestety za mocno się to zakręciło wszystko w stronę złej osoby. Osoba znaczy się jest dobrym człowiekiem - mimo, że mało znam i poznałam ale to widać, po prostu. Ale przede mną już ktoś był w jego życiu. Co nie jest dobre, bo niszcząc relacje między ludźmi, daje nieszczęście nie tylko sobie ale im. To aż trzy smutne osoby. 

wtorek, 22 grudnia 2015

045.

Wrzesień powoli się kończył jak ostatnio tutaj pisałam. W międzyczasie na nowo klimatyzowałam się w akademiku - dobrze mi to wyszło, naprawdę. Jestem z siebie dumna, udało mi się pokonać wiele swoich barier. Życie jakim żyłam zabierało mi to jednak wielu wolnego czasu i tak minął październik, listopad, grudzień i ucieka cały rok.
Dopiero w swoim osobistym łóżku, będąc sama we własnym pokoju mam czas cokolwiek tutaj napisać. A tak naprawdę jest o czym!
Komplikuje sobie życie - to wiadome od X czasu, jednak teraz to jest przesada! Przesadzam ja, ludzie dookoła. Dlatego mam jedno, jedyne postanowienie, wyjaśnić, rozwiązać i żyć dalej, byle do przodu, byle nie płakać i bym szczęśliwym. To tak na świeżo, z teraz.
Wcześniejszych zdarzeń nie mogę sobie przypomnieć, mam jedynie pojedyncze obrazy, wydarzenia, ludzi. Aby poskładać w całość muszę chwilę nad tym podumać. Winą jest pewnie to, że nie posiadam aparatu, znaczy się posiadam ale zepsuty. Fotografie potrafią zatrzymać czas, zachować w głowie sekundy jakie uciekają niewiarygodnie szybko.
Może więc nowe postanowienie, jeszcze dodatkowe? Takie obok życia osobistego i wewnętrznej walki? Prawdopodobnie się skuszę i nabędę aparat!



Za chwilę też święta. Jak co roku życzę sił do walki o siebie i swoje marzenia - nic nie może być ważniejsze od naszego życia!
I za chwilę kolejne urodziny bez Ciebie, Twoje urodziny.

niedziela, 20 września 2015

044.

Cześć mój chłopaku.
Gdzie dziś jesteś?
Patrzysz na mnie z góry? Patrz, bądź! Bądź blisko, obok.
Proszę, błagam!

Jutro byłby nasz dzień. Ten, w którym rozpoczęła się nasza miłość. Pierwsza. Najszczersza. Największa. Najprawdziwsza. Najsmutniejsza. Z rozstaniem bez naszej decyzji.

Płaczę już mniej. Tęsknie, myślę i KOCHAM tak samo mocno jak pierwszy raz, jak każdego dnia. Jutro, jutro będzie apogeum, bo dlaczego naszą rocznicę mam spędzić sama? Czemu nasze marzenia mam spełniać sama? Czemu nasze zdjęcia oglądam sama? Czemu w nasze miejsca chodzę sama? Czemu wspominam nasze wyprawy sama? Czemu śpię sama? Dlaczego, dlaczego życie spędzam sama, bez Ciebie?!

Nie umiem o Tobie rozmawiać, pewnie to zauważasz. Nie dlatego, że się wstydzę wszystkiego przez co przeszliśmy ale minęły już lata, a mi nie minęło nic. W gardle nadal coś jakby mnie dusiło i zamykało drogę do wypowiedzenia liter.

Serce się skleiło ale widać ślady po roztrzaskaniu, to nie znika, nie z serce. Nie usunie się tego operacją, niczym.
Słyszę podobne historię, w tle ktoś wypowiada Twoje imię i mam ochotę ryczeć, drzeć się. Przypomina mi się Twój ból psychiczny i fizyczny. Twoja walka, była potężna, tak jak chęć do życia. Dlatego nie potrafię pójść na ten cmentarz i spoglądać na Twój uśmiech z nagrobka... To mnie boli, to że zamiast dylematu czy iść na łąkę z Tobą czy może jednak zostać w domu z Tobą, zastanawiam się czy mam siłę udźwignąć pójście na cmentarz do Ciebie bez Ciebie u boku czy zostać w domu sama.
Wraz z Twoim odejściem oprócz kawałka serca straciłam szkiełko w różowych okularach, gdzie drugie jest wyblaknięte.

Marzy mi się abyś dał mi jakiś znak. Weź trzaśnij jakimiś drzwiami, lubiłeś tak robić i krzyczeć u progu "czy jest jedzenie". Zrób to, pokaż, że mnie odwiedziłeś. Albo zrzuć coś, niech się potłucze samo z siebie, a jednak przez Ciebie.


KOCHAM Cię, najmocniej moja mała wielka Miłości <3