Popadam w paranoję - to nie pogłoska ani też pomówieniem to fakt! Fakt, niezaprzeczalny...
Często Ciebie widziałam, chociaż przez te kilka miesięcy (wieczność) nie spotkałam ani razu. Zasypiałeś w mojej głowie, prawie każdej nocy. Mimo tego starałam się wmawiać, że to już, już mija. Może wyrzuciłam Ciebie z mojej głowy...
Ekhem...
Wczoraj wystarczyła sekunda, a nawet jej połowa abym zatraciła się w Tobie na nowo. Nie potrafię nad tym zapanować, nie wiem czemu tak reaguje, ale widząc Ciebie; Twoje piękne oczy, słysząc Twój spokojny ton głosu, uroczy uśmiech, zaczynam żyć w innej rzeczywistości.
To nie jest dobre, nie dla mnie, bo jak to wszystko się kończy nie umiem funkcjonować normalnie. Jestem rozbita na tysiące kawałków.
Czuję ciągle Twój zapach.
A w uszach słyszę głos.
Nie mam pojęcia co się musi stać, abym przestała psuć siebie.
Czuję, że będę w tym tkwiła już na zawsze. W końcu, poznając ludzi (już w pierwszych minutach) prześwietlam ich i porównuje do Ciebie. Ty, Ty moja idealność i reszta społeczeństwa, nie dorównująca Twojemu intelektu nawet do połowy. Nikt nie dorównuje Tobie w niczym.
Jesteś moim największym pragnieniem, największą miłością. Nikogo w swoim życiu nie obdarzyłam takim uczuciem jak Ciebie.
poniedziałek, 31 października 2016
wtorek, 30 sierpnia 2016
054.
Jakim cudem jest koniec sierpnia? Całe wakacje, tfu cały rok mija mi w takim tempie, że połowa (dobra, 3/4) moich celów, założeń czy jakkolwiek inaczej to nazwać, leży głęboko w głowie nawet nietknięta. Jest mi, aż wstyd!
Do tego oszukuje samą siebie, że jak wrócę do Poznania, to przecież mając tam większe możliwości (kolejne kłamstwo) łatwiej mi będzie się do wszystkiego zabrać.
Tylko, że ja tam mieszkałam do czerwca. A swoje wielkie plany, mam w głowie od stycznia.
Ale z racji, że w wakacje powróciłam, w miejsce skąd pochodzę czyli w środek niczego, gdzie muszę chodzić po domu z laptopem, aby znaleźć Internet, który i tak działa wolniej niż ja, gdy wstawałam na zajęcia o 5:50, a kładłam się spać o 3 (stare czasy, mam nadzieję, że nie powrócą już lalalala).
Więc jestem w środku niczego i wmawiam sobie, że "hehe Karolina nie warto robić tego pierwszego czy tamtego drugiego tudzież piątego, bo niedługo jedziesz, po co więc tutaj coś zaczynać albo zdarza mi się powiedzieć samej sobie, że tutaj nie ma nic, zero możliwości kupna nawet strun do gitary". A nie mówię sobie najważniejszej rzeczy, że jestem małym, tłuściutkim leniem. Szkoda, że tego brakuje, w moich wewnętrznych dialogach.
Przez to sobie egzystuje na nic nie robieniu, bądź odkładaniu pieniążka na studia, które będą pierwszy raz podwójne. Aż zżera mnie ciekawość jak moje lenistwo, pamięć chomika, nieogarnięcie i miłość do piwa poradzą sobie z ogarnianiem tego wszystkiego.
To będzie z pewnością ciekawy rok akademicki, ale przede mną jeszcze praktyki i walka o wpisanie oceny do USOSa.
P.S. To, że o czymś (w domyśle chodzi o inne słowo / słowa) się nie mówi, nie znaczy, że zmieniłam zdanie.
niedziela, 14 sierpnia 2016
053.
A dzisiaj bardzo rano wróciłam z pracy, byłam pomocą barmanki!
Co prawda nie odnalazłam się za bardzo w tym zajęciu, a najbardziej męczyło mnie odmawianie piwa namolnym czternastkom.
I o, techno! Jestem trochę (bardzo) ograniczona muzycznie (teraz i tak, coraz mniej), więc słuchanie łupanki denerwowało mnie.
Ale dzielnie stałam i się uśmiechałam! W końcu wszystkie napiwki moje!
Zarobiłam zadowalającą sumę!
I jak wróciłam do domu, to czekała na mnie gorąca herbata. Moja Mama na mnie też czekała, zasnęłyśmy razem.
Poczułam się jak kiedyś.
Jedząc niedzielny rosół z ziemniakami, już w ogóle cofnęłam się o 10, jak nie 13 lat!
Posprzątałam w pokoju, powiedzmy.
Ogarnęłam książki, wytarłam kurze (w większości) i tylko płyty; zamiast wisieć na ścianie, leżą za łóżkiem.
Ale te książki. Między ukochanym "Cierpieniem Młodego Wertera", a wspaniałym "Przedwiośniem" stał wciśnięty Lampo, co jeździł koleją.
Cofnęłam się do 2 klasy szkoły podstawowej.
Właśnie skończyłam czytać.
Leżąc w łóżku, z malinową herbatą i w grubych skarpetach czuję się jakbym miała wehikuł czasu.
Mam naprawdę 8 lat!
Cudowne uczucie.
Cudna niedziela.
Co prawda nie odnalazłam się za bardzo w tym zajęciu, a najbardziej męczyło mnie odmawianie piwa namolnym czternastkom.
I o, techno! Jestem trochę (bardzo) ograniczona muzycznie (teraz i tak, coraz mniej), więc słuchanie łupanki denerwowało mnie.
Ale dzielnie stałam i się uśmiechałam! W końcu wszystkie napiwki moje!
Zarobiłam zadowalającą sumę!
I jak wróciłam do domu, to czekała na mnie gorąca herbata. Moja Mama na mnie też czekała, zasnęłyśmy razem.
Poczułam się jak kiedyś.
Jedząc niedzielny rosół z ziemniakami, już w ogóle cofnęłam się o 10, jak nie 13 lat!
Posprzątałam w pokoju, powiedzmy.
Ogarnęłam książki, wytarłam kurze (w większości) i tylko płyty; zamiast wisieć na ścianie, leżą za łóżkiem.
Ale te książki. Między ukochanym "Cierpieniem Młodego Wertera", a wspaniałym "Przedwiośniem" stał wciśnięty Lampo, co jeździł koleją.
Cofnęłam się do 2 klasy szkoły podstawowej.
Właśnie skończyłam czytać.
Leżąc w łóżku, z malinową herbatą i w grubych skarpetach czuję się jakbym miała wehikuł czasu.
Mam naprawdę 8 lat!
Cudowne uczucie.
Cudna niedziela.
Subskrybuj:
Posty (Atom)