wtorek, 30 sierpnia 2016

054.

Jakim cudem jest koniec sierpnia? Całe wakacje, tfu cały rok mija mi w takim tempie, że połowa (dobra, 3/4) moich celów, założeń czy jakkolwiek inaczej to nazwać, leży głęboko w głowie nawet nietknięta. Jest mi, aż wstyd!

Do tego oszukuje samą siebie, że jak wrócę do Poznania, to przecież mając tam większe możliwości (kolejne kłamstwo) łatwiej mi będzie się do wszystkiego zabrać.

Tylko, że ja tam mieszkałam do czerwca. A swoje wielkie plany, mam w głowie od stycznia. 
Ale z racji, że w wakacje powróciłam, w miejsce skąd pochodzę czyli w środek niczego, gdzie muszę chodzić po domu z laptopem, aby znaleźć Internet, który i tak działa wolniej niż ja, gdy wstawałam na zajęcia o 5:50, a kładłam się spać o 3 (stare czasy, mam nadzieję, że nie powrócą już lalalala).

Więc jestem w środku niczego i wmawiam sobie, że "hehe Karolina nie warto robić tego pierwszego czy tamtego drugiego tudzież piątego, bo niedługo jedziesz, po co więc tutaj coś zaczynać albo zdarza mi się powiedzieć samej sobie, że tutaj nie ma nic, zero możliwości kupna nawet strun do gitary".  A nie mówię sobie najważniejszej rzeczy, że jestem małym, tłuściutkim leniem. Szkoda, że tego brakuje, w moich wewnętrznych dialogach. 

Przez to sobie egzystuje na nic nie robieniu, bądź odkładaniu pieniążka na studia, które będą pierwszy raz podwójne. Aż zżera mnie ciekawość jak moje lenistwo, pamięć chomika, nieogarnięcie i miłość do piwa poradzą sobie z ogarnianiem tego wszystkiego. 

To będzie z pewnością ciekawy rok akademicki, ale przede mną jeszcze praktyki i walka o wpisanie oceny do USOSa.



P.S. To, że o czymś (w domyśle chodzi o inne słowo / słowa) się nie mówi, nie znaczy, że zmieniłam zdanie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz