Jak co roku, rok w roku. Nie wiem
Nie wiem czego mam Ci jutro życzyć.
Zdrowia? Może zawsze mogłam go życzyć więcej, ale Bóg jeden wie kiedy tak naprawdę zostało Ci ono całkowicie odebrane. Ile przed diagnozą siedziała w Tobie śmierć.
Radości, śmiechu? Szczęścia czy spełnienia marzeń? Bezsensownych, pustych stu lat? W końcu czym jest życzenie stu lat, dwustu skoro Ty żyjesz już w wieczności.
Czego życzy się zmarłym? Ładnych zniczy - gdziekolwiek jesteś, pewnie teraz się z tego śmiejesz.
W dniu Twoich 15 urodzin życzyłam Ci, abyś dalej mnie kochał, abyś nie dostawał jedynek z polskiego, jakieś pierdoły ble, ble. Rok później było poważniej, ale nie poważnie jak później. Te zdrowie miało być wymarzone, wymodlone. Dwa lata później, w dniu 17 urodzin trzymając Ciebie za dłoń błagałam, abyś miał siły walczyć, żebyś wracał, że pewnie dasz znowu radę śmiać się beztrosko. Dnia 18 urodzin nie było, tak jak kolejnych.
Do tej pory jest wiele smutku, żalu, milczenia, myśli - o których tylko wiem ja.
Od tego czasu, po dziś dzień tęsknie, cholernie mocno. Mimo, że w mojej głowie od jakiegoś roku jest ktoś inny, Ty nadal w niej jesteś, jesteś moim wspomnieniem, moją pierwszą miłością i pierwszą stratą, przez którą w dniu Twojej śmierci i trochę mi się umarło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz