czwartek, 12 stycznia 2017

060.

Wiecznie coś się zmienia.
Pory roku, przez które teraz muszę ciągle nosić rękawiczki.
Znajomi, niektórzy sobie idą, bo nie byli dobrymi ludźmi.
Wyposażenie mojej szafy, w końcu kupiłam białą bluzkę.
Studiowanie, teraz jest etap "jestem na dnie, nie podniosę się, żegnaj licencjacie".
Atmosfera w moim pokoju, z etapu "cześć" trzeba było przejść do nic nie mówienia.
Ja się też zmieniam, wygodniej w końcu spać naprzeciw okna.
Moja miłość do Ciebie się  nie zmienia. Jestem w szoku, największym, najcięższym.
Po tym jak moja pierwsza miłość sobie żyła i umarła, nie sądziłam, że potrafię się tak jeszcze zakochać. Tym bardziej, że Ty nie czujesz do mnie nic, nie interesujesz się mną i w ogóle to Ciebie nie ma. A jak kogoś nie ma tak o, na co dzień, to podobno uczucia maleją. Bla, bla bla. Moje nadal ważą milion ton i osiągają większy rozmiar niż miasto, w którym obecnie mieszkam.
Mam wrażenie, że mi nigdy nie zabraknie sił, aby Ciebie kochać, jakbym miała do ostatniego tchu pałać do Ciebie miłością.
Dać mogłabym Ci wszystko co najlepsze na świecie. Mogłabym stać się Twoim aniołem stróżem, który by Ciebie podnosił, po niepowodzeniach, wierzył w Ciebie, gdyby wszyscy zwątpili w Twoje siły. Tym samym chciałabym bronić Ciebie od zła, wrogów i nieszczęść, abyś mógł żyć w szczęściu i spokoju.
Gdybym tylko mogła, to szepcząc Ci do ucha przyrzekłabym miłość i wierność do końca świata i każdą sekundę dłużej. I właśnie tym zrobiłeś mi wielką krzywdę, chociaż jak sam pisałeś, nie chciałeś tego.
Nie nauczyłabym tylko Ciebie kochać mojej osoby. Nie pragniesz tego, a ja pragnę dla Ciebie spełnienia.


I wczoraj mi się śniłeś..



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz