Jak widzę ludzi, którzy stracili bliską osobę zastanawiam się jak doszli do tego, że potrafią się śmiać, chodzić do miejsc w jakich bywała ta osoba, bez łez oglądać zdjęcia z tą osobą. Jak potrafią mówić o zmarłym w taki sposób jakby wyszedł do sklepu i za chwilę miał wrócił?
Przyzwyczaili się, że ktoś umarł? A może tak dobrze udają? Może w rzeczywistości codziennie myślą o tej osobie w nocy? Może płakali za nią więcej razy niż tylko w dniu pogrzebu?
Przed chwilą znalazłam pewne zdjęcia. Z tych wakacji, gdy jeszcze byłeś naszym dobrym znajomym, który potem w szkole ciągle pożyczał 80 groszy na wodę truskawkową. Pamiętam jak przybiegałeś pożyczyć ołówek, bo swój jak zwykle zgubiłeś. Wystarczy jeden taki przedmiot abym się załamała, bo przypominam sobie Ciebie i uświadamiam sobie jak mi Ciebie brakuje. Potem już nie byłeś kolegą, a kimś ważnym dla mnie. Nie mam jednak siły aby pójść Ciebie odwiedzić, nie mogę tego zrobić. Nie mam odwagi kupić znicz, przecież to nie na cmentarz miałam chodzić aby się z Tobą spotkać. Za kilka dni, kolejna rocznica, nasza, bez Ciebie. Kurwa, nasze plany były inne...
Kocham
Kocham
Kocham
Najmocniej
Kocham
Kocham
Kocham
Najmocniej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz