Czytam post z 22 września 2014 roku w towarzystwie jednej wielkiej walizki, zupełnie innej które były omawiane we wspomnianym poście. Iii jest mi jakoś tak dziwnie. Listopad, och listopadzie ale ty byłeś płaczliwy. Mało brakowało, a w grudniu musiałabym pakować cały swój dobytek.
Wytrzymałam, zatraciłam się w osiąganie celu, już nie dla Ciebie, bo wiedziałam, że przecież Ciebie już nie ma. Ja już nie chciałam żyć dla kogoś, a po prostu dla siebie.
I tak też się stało. Pozamykałam wiele spraw, otworzyłam się na inne i oto jestem.
W większości już spakowana i zawiedziona, że pierwszy rok studiów minął tak szybko.
Pierwsze tak intensywne 9 miesięcy życia, bo pełne, aż za pełne wszystkiego.
Nie żałuję już niczego.
czwartek, 25 czerwca 2015
wtorek, 16 czerwca 2015
039.
Czy WSki ryczą? Nie wiem, ja sobie cichutko popłakuje w poduszkę tak aby nikt nic nie widział, nikt o nic nie pytał. Nie chcę nic mówić, chcę być sama tak jak teraz całkowicie sama zostałam.
A chyba nie tego chciałam...
Sama nie wiem czego chciałam. Jak zawsze. Ale nigdy w życiu nie robiłam tajemnicy z tego jak ciężki charakter posiadam, jakie posiadam wady, jak mogę wybuchnąć. Trudno ze mną wytrzymać, jeśli ma pojawić się bliższa relacja to mój charakter jest jeszcze trudniejszy, bo mimo wszystko nie ukrywam też tego jak moje serce ze stali potrafi przetopić się w gorące, małe, szalejące serduszko.
I nawet jeśli na samym początku są już trudności JA jak chcę to przepłynę nawet rzekę, przemierzę przez góry i pokazuję to na każdym kroku ale co jeśli jest osoba, dla której problemem jest zwykła kałuża?
Takich kałuż pojawia się między ludźmi tysiące, pozwolę sobie zacytować jednego z dwóch najwspanialszych mężczyzn na świecie, którzy mimo odległości są i pocieszają
"masz najgorszy charakter do relacji międzyludzkich jaki widział świat ale jeśli ktoś nie będzie chciał pokonać trudności, nie będzie chciał nauczyć się z Tobą obchodzić to nie ma sensu aby coś było, tak jak to nie miało sensu. Trzeba mieć do Ciebie więcej cierpliwości niż jest ludzi w Chinach ale na pewno to nie dyskwalifikuje Ciebie do tego aby poznać resztę Ciebie jaką odkrywasz tylko tym, którzy znaczą dla Ciebie więcej niż Konstanty czy jak on się tam teraz nazywa"
Jest w tym tyle prawdy, tak sądzę. Szczególnie po tej rozmowie.
Chciałabym dać tak wiele ale nie mogę każdemu, źle bym się z tym czuła się pokazać muszę poznać. Czemu nikt nie chce tego zrozumieć?
Mam trzy posty w roboczych ale życie się zmienia w ciągu sekundy, jednej, dwóch. Nie wszystko jest aktualne stamtąd.
A chyba nie tego chciałam...
Sama nie wiem czego chciałam. Jak zawsze. Ale nigdy w życiu nie robiłam tajemnicy z tego jak ciężki charakter posiadam, jakie posiadam wady, jak mogę wybuchnąć. Trudno ze mną wytrzymać, jeśli ma pojawić się bliższa relacja to mój charakter jest jeszcze trudniejszy, bo mimo wszystko nie ukrywam też tego jak moje serce ze stali potrafi przetopić się w gorące, małe, szalejące serduszko.
I nawet jeśli na samym początku są już trudności JA jak chcę to przepłynę nawet rzekę, przemierzę przez góry i pokazuję to na każdym kroku ale co jeśli jest osoba, dla której problemem jest zwykła kałuża?
Takich kałuż pojawia się między ludźmi tysiące, pozwolę sobie zacytować jednego z dwóch najwspanialszych mężczyzn na świecie, którzy mimo odległości są i pocieszają
"masz najgorszy charakter do relacji międzyludzkich jaki widział świat ale jeśli ktoś nie będzie chciał pokonać trudności, nie będzie chciał nauczyć się z Tobą obchodzić to nie ma sensu aby coś było, tak jak to nie miało sensu. Trzeba mieć do Ciebie więcej cierpliwości niż jest ludzi w Chinach ale na pewno to nie dyskwalifikuje Ciebie do tego aby poznać resztę Ciebie jaką odkrywasz tylko tym, którzy znaczą dla Ciebie więcej niż Konstanty czy jak on się tam teraz nazywa"
Jest w tym tyle prawdy, tak sądzę. Szczególnie po tej rozmowie.
Chciałabym dać tak wiele ale nie mogę każdemu, źle bym się z tym czuła się pokazać muszę poznać. Czemu nikt nie chce tego zrozumieć?
Mam trzy posty w roboczych ale życie się zmienia w ciągu sekundy, jednej, dwóch. Nie wszystko jest aktualne stamtąd.
sobota, 6 czerwca 2015
038.
Upalny gorący weekend, piękna słoneczna sobota....
Jest wręcz idealnie.
U innych może tak.
Ja siedzę na łóżku mojej współlokatorki, słucham Comy (czujecie już jaki u mnie nastrój) i mam łzy w oczach, które na pewno nie są spowodowane tym, że wyrywałam sobie brwi i bolało.
Jestem zawieszona między światami.
Karolina śmiejąca się w głos, w głowie i wszędzie przy znajomych.
Karolina siedząca, smutna i nie mająca tak naprawdę z kim wyjść.
Któraś jest tylko pozorem. Jeśli ta pierwsza to jestem w depresji już chyba do końca życia, a na pewno przez kolejne dwa, dłuuuugie lata.
Jeśli ta druga to oznacza, że hm... nie chcę użyć żadnego kolokwializmu ale jestem zmuszona, wybaczcie. Jeśli ta druga to znaczy, że jestem pojebana.
Nie mogę być chyba aż tak dwiema różnymi osobami. Nie mogę! Prawda?
wtorek, 2 czerwca 2015
037.
Gdzie jest maj? Przed chwilą zastanawiałam się, gdzie jest kwiecień. Teraz uciekł mi maj.
MAJ
A maj miał tak dużo dni, aż 31. Aż? Tylko, patrząc na to jak szybko zapieprza!
Już czerwiec, sesja i wyprowadzka z Babilonu.
Pamiętam jak w listopadzie opłacałam akademik, spojrzałam, że jeszcze tyle miesięcy będę się tutaj męczyć. Teraz... Teraz nie chcę stąd wyjeżdżać. Będę tęskniła za swoim pokojem, za tymi ludźmi i może trochę za uczelnią. SERIO?
Nie będę przesadzać, aż tak. Za uczelnią i Poznaniem nie.
I za niektórymi ludźmi też nie.
Mówią, że każdy człowiek spotykany na naszej drodze czegoś nas uczy.
Naprawdę?
Czemu ja do tej pory od żadnego takiego człowieka nie nauczyłam się, że jestem naiwna? Mam smutny okres, brakuje mi ciastek, mojego biurka, mojej podłogi i mojego pokoju.
Ale dobrze, że tutaj mam Marlenę.
Rozumiecie? Przez cały, CAŁY rok akademicki kilkanaście pokoi dalej mieszkała sobie ot taka zwykła dziewczyna, z którą byłam raczej na cześć, bo przecież miałam inną "super psiapsi" jak to sama siebie określiła. Tylko, że ta super okazała się taka super, że prawie obca osoba była ze mną, gdy jej nie było i jest ciągle i jest fantastycznie i ją lubię i się przed Nią otwieram.
I mogłabym tak pisać i pisać ale czas ucieka, nauki przybywa, mam dylemat. Nauka, namioty?
MAJ
A maj miał tak dużo dni, aż 31. Aż? Tylko, patrząc na to jak szybko zapieprza!
Już czerwiec, sesja i wyprowadzka z Babilonu.
Pamiętam jak w listopadzie opłacałam akademik, spojrzałam, że jeszcze tyle miesięcy będę się tutaj męczyć. Teraz... Teraz nie chcę stąd wyjeżdżać. Będę tęskniła za swoim pokojem, za tymi ludźmi i może trochę za uczelnią. SERIO?
Nie będę przesadzać, aż tak. Za uczelnią i Poznaniem nie.
I za niektórymi ludźmi też nie.
Mówią, że każdy człowiek spotykany na naszej drodze czegoś nas uczy.
Naprawdę?
Czemu ja do tej pory od żadnego takiego człowieka nie nauczyłam się, że jestem naiwna? Mam smutny okres, brakuje mi ciastek, mojego biurka, mojej podłogi i mojego pokoju.
Ale dobrze, że tutaj mam Marlenę.
Rozumiecie? Przez cały, CAŁY rok akademicki kilkanaście pokoi dalej mieszkała sobie ot taka zwykła dziewczyna, z którą byłam raczej na cześć, bo przecież miałam inną "super psiapsi" jak to sama siebie określiła. Tylko, że ta super okazała się taka super, że prawie obca osoba była ze mną, gdy jej nie było i jest ciągle i jest fantastycznie i ją lubię i się przed Nią otwieram.
I mogłabym tak pisać i pisać ale czas ucieka, nauki przybywa, mam dylemat. Nauka, namioty?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)