Gdzie jest maj? Przed chwilą zastanawiałam się, gdzie jest kwiecień. Teraz uciekł mi maj.
MAJ
A maj miał tak dużo dni, aż 31. Aż? Tylko, patrząc na to jak szybko zapieprza!
Już czerwiec, sesja i wyprowadzka z Babilonu.
Pamiętam jak w listopadzie opłacałam akademik, spojrzałam, że jeszcze tyle miesięcy będę się tutaj męczyć. Teraz... Teraz nie chcę stąd wyjeżdżać. Będę tęskniła za swoim pokojem, za tymi ludźmi i może trochę za uczelnią. SERIO?
Nie będę przesadzać, aż tak. Za uczelnią i Poznaniem nie.
I za niektórymi ludźmi też nie.
Mówią, że każdy człowiek spotykany na naszej drodze czegoś nas uczy.
Naprawdę?
Czemu ja do tej pory od żadnego takiego człowieka nie nauczyłam się, że jestem naiwna? Mam smutny okres, brakuje mi ciastek, mojego biurka, mojej podłogi i mojego pokoju.
Ale dobrze, że tutaj mam Marlenę.
Rozumiecie? Przez cały, CAŁY rok akademicki kilkanaście pokoi dalej mieszkała sobie ot taka zwykła dziewczyna, z którą byłam raczej na cześć, bo przecież miałam inną "super psiapsi" jak to sama siebie określiła. Tylko, że ta super okazała się taka super, że prawie obca osoba była ze mną, gdy jej nie było i jest ciągle i jest fantastycznie i ją lubię i się przed Nią otwieram.
I mogłabym tak pisać i pisać ale czas ucieka, nauki przybywa, mam dylemat. Nauka, namioty?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz