A chyba nie tego chciałam...
Sama nie wiem czego chciałam. Jak zawsze. Ale nigdy w życiu nie robiłam tajemnicy z tego jak ciężki charakter posiadam, jakie posiadam wady, jak mogę wybuchnąć. Trudno ze mną wytrzymać, jeśli ma pojawić się bliższa relacja to mój charakter jest jeszcze trudniejszy, bo mimo wszystko nie ukrywam też tego jak moje serce ze stali potrafi przetopić się w gorące, małe, szalejące serduszko.
I nawet jeśli na samym początku są już trudności JA jak chcę to przepłynę nawet rzekę, przemierzę przez góry i pokazuję to na każdym kroku ale co jeśli jest osoba, dla której problemem jest zwykła kałuża?
Takich kałuż pojawia się między ludźmi tysiące, pozwolę sobie zacytować jednego z dwóch najwspanialszych mężczyzn na świecie, którzy mimo odległości są i pocieszają
"masz najgorszy charakter do relacji międzyludzkich jaki widział świat ale jeśli ktoś nie będzie chciał pokonać trudności, nie będzie chciał nauczyć się z Tobą obchodzić to nie ma sensu aby coś było, tak jak to nie miało sensu. Trzeba mieć do Ciebie więcej cierpliwości niż jest ludzi w Chinach ale na pewno to nie dyskwalifikuje Ciebie do tego aby poznać resztę Ciebie jaką odkrywasz tylko tym, którzy znaczą dla Ciebie więcej niż Konstanty czy jak on się tam teraz nazywa"
Jest w tym tyle prawdy, tak sądzę. Szczególnie po tej rozmowie.
Chciałabym dać tak wiele ale nie mogę każdemu, źle bym się z tym czuła się pokazać muszę poznać. Czemu nikt nie chce tego zrozumieć?
Mam trzy posty w roboczych ale życie się zmienia w ciągu sekundy, jednej, dwóch. Nie wszystko jest aktualne stamtąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz