czwartek, 28 grudnia 2017

068.

Czas leci. Szybko pędzi, aby raz na jakiś czas przyhamować i pozwolić odpocząć. Mija rok, dwa. Zmienia się otoczenia, znajomi, podejście do życia.
U mnie też się zmieniło. Dużo.
Jedno się nie zmienia. Miłość nigdy nie ustaje. Tęsknota nie maleje. Myśli, o Tobie, w mojej głowie, są w takim samym natężeniu. I ciągle wierzę, że mi się przyśnisz. Cholernie bym tego chciała. Zobaczyć chociaż jeszcze raz Ciebie, jak stoisz, jak się uśmiechasz, jak jesteś, jak żyjesz.


Z okazji urodzin.... Jezu, jak ja bym chciała skierować do Ciebie te słowa, za dwa dni. Nawet, gdybyśmy nie byli już razem, chciałabym móc dać Ci prezent, napisać życzenia i patrzeć jak obchodzisz kolejne urodziny.
Nigdy nie chciałam patrzeć jak odchodzisz, nigdy nie chciałam Ciebie tulić, zaraz po tym jak zamknąłeś oczy na wieczność....


czwartek, 6 lipca 2017

067.

Życie to wieczna karuzela, huśtawka. Kiedy już zaczynałam akceptować swój los, swoje życie - nawet jeśli to nie było wymarzone życie i zaczynałam zauważać, że nie jest tragicznie to pojawił się czerwiec. Ten przeklęty koniec roku. I wiecie co? Nic. Znaczy się coś.
Coś sobie uświadomiłam, że minął rok. ROK! Ponad 300 dni, od czerwca 2016 roku  i znowu jestem w domu. Doszłam do wniosku, że moje życie jednak jest tragiczne, najgorsze, złe, do niezaakceptowania, a z losem nigdy się nie pogodzę. Stoję w miejscu, jeśli chodzi o sferę, która odgrywa najważniejszą rolę w moim życiu.
Tak, tak chodzi mi o te uczucia.
Tak samo mocno kocham, czekam, łudzę się i jestem coraz głupsza.
Nie wiem co robić, jak żyć. Ze stratą jednej ukochanej osoby sobie poradziłam, chociaż było ciężko. Ale to była inna sytuacja. Miłość, związek i śmierć. Zupełnie inny wymiar niż pocałunki po alkoholu, dużo słów po alkoholu. Dla mnie to jednak ważne, znaczące.

Nic mi nie wychodzi. Nawet pisanie pracy licencjackiej przypomina komediodramat, z wątkami bardziej dramatycznymi.

środa, 3 maja 2017

066.

Jeśli jak każdy mówi (jeśli ktoś wie, czyli osób mało), że nie jestem w Tobie zakochana, to co mam mówić, gdy płaczę (ryczę), gdy o Tobie myślę? Co mam mówić, gdy wypowiadam się o Twojej inteligencji, a nikt, mało kto, w to wierzy? Co mam poczynić, gdy myślę o Twych pięknych oczach.
Bez Ciebie niebo mi chmurami zachodzi, bez Ciebie ja usycham. Gdy, byłeś blisko tornada zimna, mnie nie dopadały. Teraz jest tak ciągle, a ja nie umiem spojrzeć na innego mężczyznę, jak na Ciebie.Ty, Ty mój ideale. Nikt inny się nie liczy, nikogo innego nie chcę.
Miałam sen, że będę sama, bo Ty mnie nie chciałeś, a wolę być sama niż bez Ciebie,
Na dodatek, nie widziałam Cię od ponad miesiąca, więc jestem trochę bardziej zmęczona, bledsza, zdenerwowana ale mogę żyć bez powietrza.
Nadal na Ciebie czekam, bo prócz powietrza, jesteś moją wiosną, a bez Ciebie słońce, twe wiosenne nie chcę się wzbić.
Kiedy kocham,
to wiem, że kocham.
Każda moja komórka kocha.
Ciebie, każde Twoje słowo.
Nikogo tak nie pokocha jak Ciebie.
Mój znakomity Ty!

niedziela, 16 kwietnia 2017

065.

Mam swój metr i ponad nieco pół (...) tak śpiewa jeden z moich najmniej lubianych zespół muzycznych.
Mam też wagę, w moim mniemaniu większą niż powinnam, co wiążę się z tłustym dupskiem i udami, których nigdy nie zaakceptuje. Oczy mam zielone, całkiem lubię ich kolor ale są małe, tak jak usta i dwoje uszu, które także posiadam. Duży, wielki nos mi przeszkadza, tak jak ramiona. Włosy, z natury kręcone, teraz skołtunione potrzebują już naprawy.
Jestem za bardzo empatyczna, nieśmiała i wyrozumiała też jestem. Kulturalna staram się być, chociaż zdarza mi się używać wielu niekulturalnych słów - niestety. Wytrwale osiągam swe cele i ciągle płaczę, przesadnie.
Reprezentuję raczej przeciętność, ot co. Każdy z nas ma więcej tego, czy owego.
Ponadprzeciętnie nienawidzę siebie. W lustro patrzę, gdy muszę i to z obrzydzeniem. Dotykam siebie, gdy muszę się wykąpać. W głowie ciągle liczę kalorię - nie lubię matematyki, a teraz ciągle liczę. Czego jeszcze nienawidzę? Jedzenia, tego że jem. I tarczycy i kolana, to wszystko przez to. Posypało się zdrowie, możliwość uprawiania sportu i piękna sylwetka.
Z każdym dniem moja samoocena spada poniżej punktu depresji w Raczkach.
Nienawidzę swojego ciała, swojej osoby, nienawidzę całej siebie.... Czuję się źle, źle, źle.

piątek, 31 marca 2017

064.

Kolejny list może być do Ciebie. Wiem, że ktoś inny ma patrzeć w Twe oczy, bo tego pragniesz ale ja Ciebie pokochałam za nic, za drobiazgi. Pamiętasz jak kazałeś mi czekać, jestem jak mały piesek i czekam. Na Ciebie, na Twe dłonie. Chcę dla Ciebie wszystkiego. Jesteś jedyny w swoim rodzaju, nad wyraz inteligenty. Duże masz serce ale się gubisz.  Uwierz w siebie, swe możliwości. Ja Ciebie kocham, mimo że chyba teraz, uwżasz mnie za głupca. O, powiedz co mnie myslisz.














niedziela, 26 marca 2017

063.

Pamięć człowieka jest dla niego samego wielką rzeźnią. Jest to rzeź ogromna, jeśli przywołuje się złe wspomnienia. Te, pod wpływem, których zaczyna tracić się wiarę w siebie, swoje możliwości i otaczających ludzi.
Można jednak taką rzeź omijać, w pewnym względzie. 
Uciekając, odcinając się od otoczenia, które stuprocentowo kojarzy się z czymś, przez co wątpi w samego siebie. Przykładowo, gdy odejdziesz to nie widzisz schodów, na których usłyszałaś najpiękniejsze słowa w życiu i nie mijasz codziennie miejsca, gdzie o tej samej osoby usłyszałaś najbardziej łamiące słowa, więc nie myślisz o tym tak często.  
Gorzej, gdy ma się pamięć chomika ale wielkie serce do takich momentów, które pozwalały się rozpływać. Moje serce pożarło każdy moment, każde słowo wypowiedziane przez Ciebie i ciągle to we mnie żyje. Gdziekolwiek bym nie chciała pójść, to się za mną ciągnie. Jak staram się, już tyle nie myśleć, uspokoić nieuporządkowane myśli to pojawia się ktoś, kto mi o Tobie wspomina. 
I wtedy mi się przypomina, jak mówiłeś mi, że jestem piękna, że jestem dobra, że jestem mądra, że jestem... Mam obraz tego, jak drapiesz mi plecy - tak delikatnie, tak wspaniale. 
Chociaż gorsze jest, gdy pod wpływem alkoholu, przypadkiem dowiaduję się, że ktoś coś wie, "coś", bo nie wiem co i dorabia do tego własną ideologię. Uświadamiam sobie jaka naiwna jestem.

Ty, Ty jesteś moim grzechem. 
Ja, nie mam odwagi odejść. 

niedziela, 26 lutego 2017

062.

Brakuję mi moich przyjaciół. Potrzebuję ich, aby skopali mi tyłek - tak mocno jak trzaskali się gladiatorzy. Może poczułabym prawdziwą, przyjacielską miłość. I coś zrozumiała.
Tutaj mam bliskich znajomych. Naprawdę. Niektórym mówię tak wiele o sobie, oczywiście zachowując wiele prywatności. Ufam im. Jednak coś zaczęło mi nie pasować. Nie chcę snuć podejrzeń, nie chcę wymyślać spisków, aczkolwiek moja podświadomość czuję, że nie wiem wszystkiego, o czym powinnam.
Tak jakby ktoś świadomie schował mi jednego puzzla, do swojej kieszeni i udawał, że nie wie o co chodzi.
Boję się, że przez to zepsuję relację, na których mi zależy, które dają mi wiele energii, radości i siły.
Nie wiem czy to moje widzimisię, czy jednak jest coś na rzeczy.
Inaczej nie przyszłoby mi to do głowy.

piątek, 17 lutego 2017

061.

Skłamałam, kilka razy. Wczoraj.
Nie dlatego, że chciałam ale z szoku. Poczułam się jakbym znowu dostała patelnią w twarz i to kilka razy. 
Otworzyłam siebie, po prostu. Wyrzuciłam z siebie dużo, nie wiedząc nawet, nie zdając sobie sprawy, że ona już wszystko (większość) wie. 
Zdarła ze mnie tym samym moją zbroję bezpieczeństwa, moją pancerną skorupę wypowiadając Twoje imię. TWOJE. 
Nie mówiłam jej o kogo chodzi, że Ty to Ty.
Nie wiem czy tak to widać.
Czy nie wiem. 
Nie wiem. Znowu. 

czwartek, 12 stycznia 2017

060.

Wiecznie coś się zmienia.
Pory roku, przez które teraz muszę ciągle nosić rękawiczki.
Znajomi, niektórzy sobie idą, bo nie byli dobrymi ludźmi.
Wyposażenie mojej szafy, w końcu kupiłam białą bluzkę.
Studiowanie, teraz jest etap "jestem na dnie, nie podniosę się, żegnaj licencjacie".
Atmosfera w moim pokoju, z etapu "cześć" trzeba było przejść do nic nie mówienia.
Ja się też zmieniam, wygodniej w końcu spać naprzeciw okna.
Moja miłość do Ciebie się  nie zmienia. Jestem w szoku, największym, najcięższym.
Po tym jak moja pierwsza miłość sobie żyła i umarła, nie sądziłam, że potrafię się tak jeszcze zakochać. Tym bardziej, że Ty nie czujesz do mnie nic, nie interesujesz się mną i w ogóle to Ciebie nie ma. A jak kogoś nie ma tak o, na co dzień, to podobno uczucia maleją. Bla, bla bla. Moje nadal ważą milion ton i osiągają większy rozmiar niż miasto, w którym obecnie mieszkam.
Mam wrażenie, że mi nigdy nie zabraknie sił, aby Ciebie kochać, jakbym miała do ostatniego tchu pałać do Ciebie miłością.
Dać mogłabym Ci wszystko co najlepsze na świecie. Mogłabym stać się Twoim aniołem stróżem, który by Ciebie podnosił, po niepowodzeniach, wierzył w Ciebie, gdyby wszyscy zwątpili w Twoje siły. Tym samym chciałabym bronić Ciebie od zła, wrogów i nieszczęść, abyś mógł żyć w szczęściu i spokoju.
Gdybym tylko mogła, to szepcząc Ci do ucha przyrzekłabym miłość i wierność do końca świata i każdą sekundę dłużej. I właśnie tym zrobiłeś mi wielką krzywdę, chociaż jak sam pisałeś, nie chciałeś tego.
Nie nauczyłabym tylko Ciebie kochać mojej osoby. Nie pragniesz tego, a ja pragnę dla Ciebie spełnienia.


I wczoraj mi się śniłeś..