Jak co roku, rok w roku. Nie wiem
Nie wiem czego mam Ci jutro życzyć.
Zdrowia? Może zawsze mogłam go życzyć więcej, ale Bóg jeden wie kiedy tak naprawdę zostało Ci ono całkowicie odebrane. Ile przed diagnozą siedziała w Tobie śmierć.
Radości, śmiechu? Szczęścia czy spełnienia marzeń? Bezsensownych, pustych stu lat? W końcu czym jest życzenie stu lat, dwustu skoro Ty żyjesz już w wieczności.
Czego życzy się zmarłym? Ładnych zniczy - gdziekolwiek jesteś, pewnie teraz się z tego śmiejesz.
W dniu Twoich 15 urodzin życzyłam Ci, abyś dalej mnie kochał, abyś nie dostawał jedynek z polskiego, jakieś pierdoły ble, ble. Rok później było poważniej, ale nie poważnie jak później. Te zdrowie miało być wymarzone, wymodlone. Dwa lata później, w dniu 17 urodzin trzymając Ciebie za dłoń błagałam, abyś miał siły walczyć, żebyś wracał, że pewnie dasz znowu radę śmiać się beztrosko. Dnia 18 urodzin nie było, tak jak kolejnych.
Do tej pory jest wiele smutku, żalu, milczenia, myśli - o których tylko wiem ja.
Od tego czasu, po dziś dzień tęsknie, cholernie mocno. Mimo, że w mojej głowie od jakiegoś roku jest ktoś inny, Ty nadal w niej jesteś, jesteś moim wspomnieniem, moją pierwszą miłością i pierwszą stratą, przez którą w dniu Twojej śmierci i trochę mi się umarło.
czwartek, 29 grudnia 2016
czwartek, 15 grudnia 2016
058.
Nie wiedzieć czemu ale swego czasu, jak miałam ze 13, a może i 14 lat oglądało się u mnie w domu program VIVA. Na dolnym pasku, pod teledyskami były różne smsowe zabawy, ot wiecie - wyślij smsa z waszymi imionami i dowiesz się na ile do siebie pasujecie, bądź też ile będziecie mieli dzieci, albo nie wiem - jak będą miały na imię owe dzieci.
I ja wysłałam smsa (dobra, to miałam na pewno 13 lat). Do dziś pamiętam na czym to polegało - Kiedy weźmiesz ślub, w odpowiedzi otrzymałam datę, że w 2016 roku!
Z moją marną matematykę obliczyłam, że będę miała 22 lata i przeżywałam mocno, że jak to!! Moja siostra ma 20 lat i jest właśnie w ciąży, a ja dopiero dwa lata później mam wziąć ślub.
Potem uciekło to w zapomniane, VIVY już się nie słuchało, a pieniądze na koncie w telefonie wolałam przeznaczyć na coś innego.
Czas mijał i uciekał.
A dziś pijąc wino uświadomiłam sobie, że mam 22 lata. Potem, po chwili doszło do mnie brutalnie, że już grudzień, który idzie ku końcowi.
Przypomniała mi się VIVA!
Przypomniał mi się sms!
Przypomniało mi się, jak mi wszystko doskwiera.
Źle, źle! Głupie wino.
I ja wysłałam smsa (dobra, to miałam na pewno 13 lat). Do dziś pamiętam na czym to polegało - Kiedy weźmiesz ślub, w odpowiedzi otrzymałam datę, że w 2016 roku!
Z moją marną matematykę obliczyłam, że będę miała 22 lata i przeżywałam mocno, że jak to!! Moja siostra ma 20 lat i jest właśnie w ciąży, a ja dopiero dwa lata później mam wziąć ślub.
Potem uciekło to w zapomniane, VIVY już się nie słuchało, a pieniądze na koncie w telefonie wolałam przeznaczyć na coś innego.
Czas mijał i uciekał.
A dziś pijąc wino uświadomiłam sobie, że mam 22 lata. Potem, po chwili doszło do mnie brutalnie, że już grudzień, który idzie ku końcowi.
Przypomniała mi się VIVA!
Przypomniał mi się sms!
Przypomniało mi się, jak mi wszystko doskwiera.
Źle, źle! Głupie wino.
sobota, 10 grudnia 2016
sobota, 26 listopada 2016
056.
Dla mnie jesteś wszystkim co mam, wszystkim co zdążyłam "poznać" i zachcieć.
Chciałabym Ci powiedzieć, jak pięknie wyglądasz, jak cudownie o czymś opowiadasz, jak wspaniały masz charakter, jak ciepłe masz dłonie, które można trzymać w nieskończoność. Pragnęłabym wspomnieć jaką inteligencję w sobie nosisz i jak wszystko idealnie robisz. Nie ma niczego w Tobie, co byłoby złe. A jeśli jest? Cóż z tego, każdy ma wady. Jednak Twoje zalety zwyciężają, mają wielką przewagę. Ale Ci tego nie powiem, chyba nigdy. Gdy Cię widzę zatracam się w Twojej osobie, mocno. Najmocniej jak tylko się da. Gdy tylko chcę otworzyć usta, widzę jak nie chcesz mnie słuchać.
Żałuję, że nie potrafię jak Ty. Uważać Ciebie za, za... Za kogo Ty mnie uważasz? Jesteś, jesteś.. sam chcesz być na trochę, a potem bach bach nie ma nic. Jestem niewidzialna? Jestem nie wiem jaka ale nie dla Ciebie, to straszne, nawet nie wiesz jak serce mnie boli, gdy nawet do mnie nic nie powiesz.
Wiem, że już ktoś był w Twoim sercu przede mną. Wiem, że nigdy nie spojrzysz na mnie jak ja na Ciebie. Wiem, że nigdy nie pokocham nikogo jak Ciebie. I wiem, że Ty nie pokochasz mnie ani trochę. Ale chciałbym, nie wiem czego bym chciała.
Znaczy się wiem. Ciebie. Ciebie dotykać, słuchać, wspierać, mówić o Twoich wspaniałych cechach.
Ale nie mogę chyba tego chcieć, jak Ty, Ty mi ciągle uciekasz. Jesteś i Ciebie nie ma, dla mnie jestem=ś zawsze. Może to mój błąd, bo ja sądzę, że jestem dla Ciebie mało znaczącą osobą i za każdym razem obrócisz się aby było wygodnie. A ja czekam, bo kiedyś się zapytałeś czy poczekam. Każdego dnia będę czekać, bo nie spotkam nigdy już nikogo tak pięknie mądrego.
Jakkolwiek by nie było, z kimkolwiek by nie było i tak Ty zawsze będziesz w tym moim sercu.
Pragnę abyś był najszczęśliwszy, pragnę abyś dostał miłości - jak najwięcej.
Żyj i kochaj. Bądź szczęśliwy, wtedy też i ja trochę będę.
Chociaż czy jestem szczęśliwa, gdy widzę jak, jak nie jesteś mną w ogóle zainteresowany. Będę dziś płakać, na pewno..
Chcę Ciebie dotknąć, nawet ostatni raz. Chcę Ciebie traktować jak Ty mnie (ale nie umiem, bo jesteś najwspanialszy). Chcę nie tęsknić, chcę nie pragnąć. Chcę abyś coś w końcu powiedział.
A kocham, naprawdę kocham. Dlatego każde piwo, każdy teatr, każde wyjście jest nieosiągalne, bo myślę o Tobie.
Chciałabym Ci powiedzieć, jak pięknie wyglądasz, jak cudownie o czymś opowiadasz, jak wspaniały masz charakter, jak ciepłe masz dłonie, które można trzymać w nieskończoność. Pragnęłabym wspomnieć jaką inteligencję w sobie nosisz i jak wszystko idealnie robisz. Nie ma niczego w Tobie, co byłoby złe. A jeśli jest? Cóż z tego, każdy ma wady. Jednak Twoje zalety zwyciężają, mają wielką przewagę. Ale Ci tego nie powiem, chyba nigdy. Gdy Cię widzę zatracam się w Twojej osobie, mocno. Najmocniej jak tylko się da. Gdy tylko chcę otworzyć usta, widzę jak nie chcesz mnie słuchać.
Żałuję, że nie potrafię jak Ty. Uważać Ciebie za, za... Za kogo Ty mnie uważasz? Jesteś, jesteś.. sam chcesz być na trochę, a potem bach bach nie ma nic. Jestem niewidzialna? Jestem nie wiem jaka ale nie dla Ciebie, to straszne, nawet nie wiesz jak serce mnie boli, gdy nawet do mnie nic nie powiesz.
Wiem, że już ktoś był w Twoim sercu przede mną. Wiem, że nigdy nie spojrzysz na mnie jak ja na Ciebie. Wiem, że nigdy nie pokocham nikogo jak Ciebie. I wiem, że Ty nie pokochasz mnie ani trochę. Ale chciałbym, nie wiem czego bym chciała.
Znaczy się wiem. Ciebie. Ciebie dotykać, słuchać, wspierać, mówić o Twoich wspaniałych cechach.
Ale nie mogę chyba tego chcieć, jak Ty, Ty mi ciągle uciekasz. Jesteś i Ciebie nie ma, dla mnie jestem=ś zawsze. Może to mój błąd, bo ja sądzę, że jestem dla Ciebie mało znaczącą osobą i za każdym razem obrócisz się aby było wygodnie. A ja czekam, bo kiedyś się zapytałeś czy poczekam. Każdego dnia będę czekać, bo nie spotkam nigdy już nikogo tak pięknie mądrego.
Jakkolwiek by nie było, z kimkolwiek by nie było i tak Ty zawsze będziesz w tym moim sercu.
Pragnę abyś był najszczęśliwszy, pragnę abyś dostał miłości - jak najwięcej.
Żyj i kochaj. Bądź szczęśliwy, wtedy też i ja trochę będę.
Chociaż czy jestem szczęśliwa, gdy widzę jak, jak nie jesteś mną w ogóle zainteresowany. Będę dziś płakać, na pewno..
Chcę Ciebie dotknąć, nawet ostatni raz. Chcę Ciebie traktować jak Ty mnie (ale nie umiem, bo jesteś najwspanialszy). Chcę nie tęsknić, chcę nie pragnąć. Chcę abyś coś w końcu powiedział.
A kocham, naprawdę kocham. Dlatego każde piwo, każdy teatr, każde wyjście jest nieosiągalne, bo myślę o Tobie.
poniedziałek, 31 października 2016
055.
Popadam w paranoję - to nie pogłoska ani też pomówieniem to fakt! Fakt, niezaprzeczalny...
Często Ciebie widziałam, chociaż przez te kilka miesięcy (wieczność) nie spotkałam ani razu. Zasypiałeś w mojej głowie, prawie każdej nocy. Mimo tego starałam się wmawiać, że to już, już mija. Może wyrzuciłam Ciebie z mojej głowy...
Ekhem...
Wczoraj wystarczyła sekunda, a nawet jej połowa abym zatraciła się w Tobie na nowo. Nie potrafię nad tym zapanować, nie wiem czemu tak reaguje, ale widząc Ciebie; Twoje piękne oczy, słysząc Twój spokojny ton głosu, uroczy uśmiech, zaczynam żyć w innej rzeczywistości.
To nie jest dobre, nie dla mnie, bo jak to wszystko się kończy nie umiem funkcjonować normalnie. Jestem rozbita na tysiące kawałków.
Czuję ciągle Twój zapach.
A w uszach słyszę głos.
Nie mam pojęcia co się musi stać, abym przestała psuć siebie.
Czuję, że będę w tym tkwiła już na zawsze. W końcu, poznając ludzi (już w pierwszych minutach) prześwietlam ich i porównuje do Ciebie. Ty, Ty moja idealność i reszta społeczeństwa, nie dorównująca Twojemu intelektu nawet do połowy. Nikt nie dorównuje Tobie w niczym.
Jesteś moim największym pragnieniem, największą miłością. Nikogo w swoim życiu nie obdarzyłam takim uczuciem jak Ciebie.
Często Ciebie widziałam, chociaż przez te kilka miesięcy (wieczność) nie spotkałam ani razu. Zasypiałeś w mojej głowie, prawie każdej nocy. Mimo tego starałam się wmawiać, że to już, już mija. Może wyrzuciłam Ciebie z mojej głowy...
Ekhem...
Wczoraj wystarczyła sekunda, a nawet jej połowa abym zatraciła się w Tobie na nowo. Nie potrafię nad tym zapanować, nie wiem czemu tak reaguje, ale widząc Ciebie; Twoje piękne oczy, słysząc Twój spokojny ton głosu, uroczy uśmiech, zaczynam żyć w innej rzeczywistości.
To nie jest dobre, nie dla mnie, bo jak to wszystko się kończy nie umiem funkcjonować normalnie. Jestem rozbita na tysiące kawałków.
Czuję ciągle Twój zapach.
A w uszach słyszę głos.
Nie mam pojęcia co się musi stać, abym przestała psuć siebie.
Czuję, że będę w tym tkwiła już na zawsze. W końcu, poznając ludzi (już w pierwszych minutach) prześwietlam ich i porównuje do Ciebie. Ty, Ty moja idealność i reszta społeczeństwa, nie dorównująca Twojemu intelektu nawet do połowy. Nikt nie dorównuje Tobie w niczym.
Jesteś moim największym pragnieniem, największą miłością. Nikogo w swoim życiu nie obdarzyłam takim uczuciem jak Ciebie.
wtorek, 30 sierpnia 2016
054.
Jakim cudem jest koniec sierpnia? Całe wakacje, tfu cały rok mija mi w takim tempie, że połowa (dobra, 3/4) moich celów, założeń czy jakkolwiek inaczej to nazwać, leży głęboko w głowie nawet nietknięta. Jest mi, aż wstyd!
Do tego oszukuje samą siebie, że jak wrócę do Poznania, to przecież mając tam większe możliwości (kolejne kłamstwo) łatwiej mi będzie się do wszystkiego zabrać.
Tylko, że ja tam mieszkałam do czerwca. A swoje wielkie plany, mam w głowie od stycznia.
Ale z racji, że w wakacje powróciłam, w miejsce skąd pochodzę czyli w środek niczego, gdzie muszę chodzić po domu z laptopem, aby znaleźć Internet, który i tak działa wolniej niż ja, gdy wstawałam na zajęcia o 5:50, a kładłam się spać o 3 (stare czasy, mam nadzieję, że nie powrócą już lalalala).
Więc jestem w środku niczego i wmawiam sobie, że "hehe Karolina nie warto robić tego pierwszego czy tamtego drugiego tudzież piątego, bo niedługo jedziesz, po co więc tutaj coś zaczynać albo zdarza mi się powiedzieć samej sobie, że tutaj nie ma nic, zero możliwości kupna nawet strun do gitary". A nie mówię sobie najważniejszej rzeczy, że jestem małym, tłuściutkim leniem. Szkoda, że tego brakuje, w moich wewnętrznych dialogach.
Przez to sobie egzystuje na nic nie robieniu, bądź odkładaniu pieniążka na studia, które będą pierwszy raz podwójne. Aż zżera mnie ciekawość jak moje lenistwo, pamięć chomika, nieogarnięcie i miłość do piwa poradzą sobie z ogarnianiem tego wszystkiego.
To będzie z pewnością ciekawy rok akademicki, ale przede mną jeszcze praktyki i walka o wpisanie oceny do USOSa.
P.S. To, że o czymś (w domyśle chodzi o inne słowo / słowa) się nie mówi, nie znaczy, że zmieniłam zdanie.
niedziela, 14 sierpnia 2016
053.
A dzisiaj bardzo rano wróciłam z pracy, byłam pomocą barmanki!
Co prawda nie odnalazłam się za bardzo w tym zajęciu, a najbardziej męczyło mnie odmawianie piwa namolnym czternastkom.
I o, techno! Jestem trochę (bardzo) ograniczona muzycznie (teraz i tak, coraz mniej), więc słuchanie łupanki denerwowało mnie.
Ale dzielnie stałam i się uśmiechałam! W końcu wszystkie napiwki moje!
Zarobiłam zadowalającą sumę!
I jak wróciłam do domu, to czekała na mnie gorąca herbata. Moja Mama na mnie też czekała, zasnęłyśmy razem.
Poczułam się jak kiedyś.
Jedząc niedzielny rosół z ziemniakami, już w ogóle cofnęłam się o 10, jak nie 13 lat!
Posprzątałam w pokoju, powiedzmy.
Ogarnęłam książki, wytarłam kurze (w większości) i tylko płyty; zamiast wisieć na ścianie, leżą za łóżkiem.
Ale te książki. Między ukochanym "Cierpieniem Młodego Wertera", a wspaniałym "Przedwiośniem" stał wciśnięty Lampo, co jeździł koleją.
Cofnęłam się do 2 klasy szkoły podstawowej.
Właśnie skończyłam czytać.
Leżąc w łóżku, z malinową herbatą i w grubych skarpetach czuję się jakbym miała wehikuł czasu.
Mam naprawdę 8 lat!
Cudowne uczucie.
Cudna niedziela.
Co prawda nie odnalazłam się za bardzo w tym zajęciu, a najbardziej męczyło mnie odmawianie piwa namolnym czternastkom.
I o, techno! Jestem trochę (bardzo) ograniczona muzycznie (teraz i tak, coraz mniej), więc słuchanie łupanki denerwowało mnie.
Ale dzielnie stałam i się uśmiechałam! W końcu wszystkie napiwki moje!
Zarobiłam zadowalającą sumę!
I jak wróciłam do domu, to czekała na mnie gorąca herbata. Moja Mama na mnie też czekała, zasnęłyśmy razem.
Poczułam się jak kiedyś.
Jedząc niedzielny rosół z ziemniakami, już w ogóle cofnęłam się o 10, jak nie 13 lat!
Posprzątałam w pokoju, powiedzmy.
Ogarnęłam książki, wytarłam kurze (w większości) i tylko płyty; zamiast wisieć na ścianie, leżą za łóżkiem.
Ale te książki. Między ukochanym "Cierpieniem Młodego Wertera", a wspaniałym "Przedwiośniem" stał wciśnięty Lampo, co jeździł koleją.
Cofnęłam się do 2 klasy szkoły podstawowej.
Właśnie skończyłam czytać.
Leżąc w łóżku, z malinową herbatą i w grubych skarpetach czuję się jakbym miała wehikuł czasu.
Mam naprawdę 8 lat!
Cudowne uczucie.
Cudna niedziela.
piątek, 5 sierpnia 2016
052.
Co u mnie?
Stabilnie.
Zakończyłam pracę - nie zarobiłam kokosów ani żadnych innych owoców. Tak naprawdę nie zarobiłam nic. Jednak coś robiłam i miałam powody aby się pomalować, ubrać, wyjść...
Nie miałam czasu na myślenie, bo mimo lekkiej pracy - coś robić musiałam.
A teraz nudzę, nudzę się i myślę.
O wszystkim.
O głupotkach.
O przyszłości.
O przeszłości.
O kotkach.
O Tobie.
Ciągle, zawsze.
Jesteś w moich snach, w moich marzeniach, w moim sercu i w moich myślach. Do cholery jasnej! Moje serce ważące około ponad 300 gram, nadal ma dla Ciebie miejsce, a przecież wiem, że nie powinno. Nie chcesz tego. Ja też nie powinnam chcieć, niczego co związane z Twoją osobą. Jestem egoistką życia! Chciałabym najbardziej mojego szczęścia z Tobą, gdzieś dalej (za ośmioma górami) a muszę mieć chęć zaakceptowania, że jesteś szczęśliwszy z kimś innym. Ale!
Boję się też, że nikt nie da Ci wystarczająco ciepła (nawet w upalne dni) ile potrzebujesz.
Chcę.... chcę
Stabilnie.
Zakończyłam pracę - nie zarobiłam kokosów ani żadnych innych owoców. Tak naprawdę nie zarobiłam nic. Jednak coś robiłam i miałam powody aby się pomalować, ubrać, wyjść...
Nie miałam czasu na myślenie, bo mimo lekkiej pracy - coś robić musiałam.
A teraz nudzę, nudzę się i myślę.
O wszystkim.
O głupotkach.
O przyszłości.
O przeszłości.
O kotkach.
O Tobie.
Ciągle, zawsze.
Jesteś w moich snach, w moich marzeniach, w moim sercu i w moich myślach. Do cholery jasnej! Moje serce ważące około ponad 300 gram, nadal ma dla Ciebie miejsce, a przecież wiem, że nie powinno. Nie chcesz tego. Ja też nie powinnam chcieć, niczego co związane z Twoją osobą. Jestem egoistką życia! Chciałabym najbardziej mojego szczęścia z Tobą, gdzieś dalej (za ośmioma górami) a muszę mieć chęć zaakceptowania, że jesteś szczęśliwszy z kimś innym. Ale!
Boję się też, że nikt nie da Ci wystarczająco ciepła (nawet w upalne dni) ile potrzebujesz.
Chcę.... chcę
czwartek, 7 lipca 2016
051.
Dobiegł końca dziewiąty miesiąc w Poznaniu. W czerwcu mam Nowy Rok, nie 1 stycznia, tylko od dwóch lat pod koniec czerwca.
Tutaj dopiero pojawia mi się czas refleksji, przemyśleń i postanowień na "kolejny rok". To w czerwcu kończę rok i rysuję w głowię grubą kreskę a zabierając plecaki, torby i nieszczęsną walizkę na kołkach zaczynam coś nowego jednocześnie wracając do starego pokoju.
Refleksji jest wiele, tak samo jak nowych znajomości, wrogów c: i wylanych łez. Gdzie tych wyjątkowo było wiele.
Ponad 8 miesięcy - tyle Ciebie znam. Jesteś moim przekleństwem, moim pragnieniem i kawałkiem mojego serca. Nie zrobiłeś nic wielkiego, nie dałeś się poznać przez ten czas jak byś mógł, jedynie najmocniej jak tylko mogłeś ukazałeś jak nieidealny potrafisz być ale to mnie nie zniechęciło - tylko zabolało, boli do tej pory.
Miałam ochotę napisać do Ciebie list, ot taki zwykle niezwykły. W końcu listów miłosnych nie pisałam nigdy. Dlaczego więc akurat miałaby do Ciebie go napisać? Może dlatego, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Tak, list to sposób aby moja głowa wylała to co siedzi mi w niej od długiego czasu. Skoro usta nie mogą mówić to niech chociaż palce napiszą.
Gdy zrozumiałam, że "nie wiem" ciągle znaczyło "tak" nie dostałam już od Ciebie możliwości wypowiedzenia się więcej i nigdy pewnie nie dostanę. A ja tylko powiedziałabym o wspaniałościach jakie w Tobie zauważam, a także o tym potencjale jaki nosisz w sobie. Chciałabym też Ci szepnąć o Twojej wyjątkowości, bo jesteś pierwszy który wzbudza we mnie takie emocje; pierwszy który mimo nieznania rozbudza we mnie płacz, gdy Ciebie nie ma i radość, gdy się pojawiałeś.
A pojawiłeś się szybko, znikąd. Zresztą czy w tej znajomości coś działo się wolno? Nawet to, że jesteś kimś znakomitym przyszło z wielką prędkością. Nie zrobiłeś nic szczególnego, oprócz bycia i tylko z tego powodu postanowiłam oddać Ci moje małe serduszko. Co było i nawet dla mnie zaskakujące. Moje relacje z mężczyznami były trudne, w momencie zjawienia się Twojej osoby jeszcze bardziej niż zwykle.
Do tego wszystkiego mój umysł razem z sercem współdziałają (pierwszy raz razem), ba nawet wymyślili sobie, że będę wierna wobec Twojej osoby - co jest dla mnie kompletnie nie zrozumiałe ale się tego trzymam. Nie dostałam nigdy z Twojej strony wielkich obietnic; jedynie półsłówka hehe. Cała ta znajomość nie wypływała też poza neutralny grunt. A jednak, nie chcę nikogo innego oprócz Ciebie, gdy dostawałam propozycję wyskoczenia na piwo odmawiałam, jeśli już się zmuszałam i nawet się umalowałam zaraz zmieniałam zdanie i robiąc z siebie totalnego świra informowałam w sposób niebezpośredni ale stanowczy i jasny, że moje serce jest zajęte. Nie widzę więc sensu spotkania się z kimkolwiek i w tym miejscu mogę obwiniać tylko siebie.
W końcu jak mogę nie winić siebie skoro wiem, że w Twoim życiu nie ma miejsca dla mnie, a swoje serce już oddałeś innej osobie, której nawet nie jestem w stanie dorównać. A skoro nie będziesz ze mną szczęśliwy, to nie powinnam się zachowywać jak egoistka i cały egoizm schować, zakopać pod ziemię, bo w końcu to na Twoim szczęściu zależy mi najbardziej.
Nikt tak pięknie się nie uśmiecha jak Ty. Nikt tak pięknie nie pali papierosów jak Ty. Nikt tak pięknie nie wymawia samogłoski "r" jak Ty.
Chyba Cię kocham.
Tutaj dopiero pojawia mi się czas refleksji, przemyśleń i postanowień na "kolejny rok". To w czerwcu kończę rok i rysuję w głowię grubą kreskę a zabierając plecaki, torby i nieszczęsną walizkę na kołkach zaczynam coś nowego jednocześnie wracając do starego pokoju.
Refleksji jest wiele, tak samo jak nowych znajomości, wrogów c: i wylanych łez. Gdzie tych wyjątkowo było wiele.
Ponad 8 miesięcy - tyle Ciebie znam. Jesteś moim przekleństwem, moim pragnieniem i kawałkiem mojego serca. Nie zrobiłeś nic wielkiego, nie dałeś się poznać przez ten czas jak byś mógł, jedynie najmocniej jak tylko mogłeś ukazałeś jak nieidealny potrafisz być ale to mnie nie zniechęciło - tylko zabolało, boli do tej pory.
Miałam ochotę napisać do Ciebie list, ot taki zwykle niezwykły. W końcu listów miłosnych nie pisałam nigdy. Dlaczego więc akurat miałaby do Ciebie go napisać? Może dlatego, że nie chcesz ze mną rozmawiać. Tak, list to sposób aby moja głowa wylała to co siedzi mi w niej od długiego czasu. Skoro usta nie mogą mówić to niech chociaż palce napiszą.
Gdy zrozumiałam, że "nie wiem" ciągle znaczyło "tak" nie dostałam już od Ciebie możliwości wypowiedzenia się więcej i nigdy pewnie nie dostanę. A ja tylko powiedziałabym o wspaniałościach jakie w Tobie zauważam, a także o tym potencjale jaki nosisz w sobie. Chciałabym też Ci szepnąć o Twojej wyjątkowości, bo jesteś pierwszy który wzbudza we mnie takie emocje; pierwszy który mimo nieznania rozbudza we mnie płacz, gdy Ciebie nie ma i radość, gdy się pojawiałeś.
A pojawiłeś się szybko, znikąd. Zresztą czy w tej znajomości coś działo się wolno? Nawet to, że jesteś kimś znakomitym przyszło z wielką prędkością. Nie zrobiłeś nic szczególnego, oprócz bycia i tylko z tego powodu postanowiłam oddać Ci moje małe serduszko. Co było i nawet dla mnie zaskakujące. Moje relacje z mężczyznami były trudne, w momencie zjawienia się Twojej osoby jeszcze bardziej niż zwykle.
Do tego wszystkiego mój umysł razem z sercem współdziałają (pierwszy raz razem), ba nawet wymyślili sobie, że będę wierna wobec Twojej osoby - co jest dla mnie kompletnie nie zrozumiałe ale się tego trzymam. Nie dostałam nigdy z Twojej strony wielkich obietnic; jedynie półsłówka hehe. Cała ta znajomość nie wypływała też poza neutralny grunt. A jednak, nie chcę nikogo innego oprócz Ciebie, gdy dostawałam propozycję wyskoczenia na piwo odmawiałam, jeśli już się zmuszałam i nawet się umalowałam zaraz zmieniałam zdanie i robiąc z siebie totalnego świra informowałam w sposób niebezpośredni ale stanowczy i jasny, że moje serce jest zajęte. Nie widzę więc sensu spotkania się z kimkolwiek i w tym miejscu mogę obwiniać tylko siebie.
W końcu jak mogę nie winić siebie skoro wiem, że w Twoim życiu nie ma miejsca dla mnie, a swoje serce już oddałeś innej osobie, której nawet nie jestem w stanie dorównać. A skoro nie będziesz ze mną szczęśliwy, to nie powinnam się zachowywać jak egoistka i cały egoizm schować, zakopać pod ziemię, bo w końcu to na Twoim szczęściu zależy mi najbardziej.
Nikt tak pięknie się nie uśmiecha jak Ty. Nikt tak pięknie nie pali papierosów jak Ty. Nikt tak pięknie nie wymawia samogłoski "r" jak Ty.
Chyba Cię kocham.
poniedziałek, 9 maja 2016
050.
Raz jest dobrze, wtedy gdy śmieję się w głos, tańczę w głowie a moje myśli to czysta euforia. Innym razem występuje obraz odwrócony do góry nogami - wyje w poduszkę, czuję niechęć i ból. Pojawia się czas, że 'kocham kochać' wszystkich dookoła, od czasu do czasu to znika i 'kocham nienawidzić' siebie, nikt mnie nie obchodzi; "bo i po co".
Mam swój plan na życie - przemyślany, spełniający moją osobę, mój plan jest moim sensem życia. Kiedy indziej gubię stworzoną mapę z wypisanym planem i błądzę, czekając na czas spełnienia.
Spełniam swoje pragnienia i rozwijam ambicje - takie mam przekonanie, które znika by pokazać jak czas szybko mija, a ja nic z niego nie mam i stoję tylko w miejscu.
Zamykam oczy aby zasnąć, lubię widzieć ciemność przed sobą swój świat w głowie, ten idealny, z Tobą. W końcu pokochałam Ciebie. To moje przekleństwo. Czasem chciałabym przestać, bo całym serce oddaje Ci swoje uczucia, chociaż sama, w swoim odczuciu jestem niekochana.
Nie, na pewno nie chcę przestać. Zamarzam z obojętności, krzyczę z bólu ale poznanie Ciebie to najlepsze co mi się przytrafiło.
Zwieńczyło wszystko, nic nie będzie
Mam swój plan na życie - przemyślany, spełniający moją osobę, mój plan jest moim sensem życia. Kiedy indziej gubię stworzoną mapę z wypisanym planem i błądzę, czekając na czas spełnienia.
Spełniam swoje pragnienia i rozwijam ambicje - takie mam przekonanie, które znika by pokazać jak czas szybko mija, a ja nic z niego nie mam i stoję tylko w miejscu.
Zamykam oczy aby zasnąć, lubię widzieć ciemność przed sobą swój świat w głowie, ten idealny, z Tobą. W końcu pokochałam Ciebie. To moje przekleństwo. Czasem chciałabym przestać, bo całym serce oddaje Ci swoje uczucia, chociaż sama, w swoim odczuciu jestem niekochana.
Nie, na pewno nie chcę przestać. Zamarzam z obojętności, krzyczę z bólu ale poznanie Ciebie to najlepsze co mi się przytrafiło.
Zwieńczyło wszystko, nic nie będzie
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
049.
Pół roku to sześć miesięcy - były różne. Jak wszystko dookoła jest różne.
Przyszły zmiany, skończyła się jesień, zima, gdzie drzewa zgubiły pomarańczowo - żółte liście, jest wiosna, która nieśmiało pokazuje słońce zza chmur.
A Ty byłeś- nie byłeś, pojawiałeś się na chwilę - na dłużej, byłeś u mnie - nie u mnie, alkoholu było więcej, bądź mniej.
Moja buzia nie zamykała się na Twój temat, a głowa starała się zanotować jak najwięcej o Tobie i sprawdzić czy obraz Twojej osoby wśród ludzi jest podobny do tego z mojego umysłu. Był, jest.
Nie było tylko pewności, wydawało mi się wiele, widziałam niewiele, niedosłyszałam niedomówień.
Teraz to wiem, nie umiałam określić niektórych zachowań, powstrzymać słów, bo byłam zagubiona; pomiędzy chceniem, pragnieniem a działaniem.
Gdy pewność przyszła, zmieniłam się ja - moje podejście. Nadal owiane wieloma obawami, wstydliwością ale mimo wszystko pojęłam czego chcę, że Ty nie jesteś ofiarą trybu "zdobywcy", a "ofiarą" mojego serca.
Zakochałam się w Twoich oczach, cechach jakie wyłapałam, poznałam, Twoim zachowaniu.
A pokochałam po prostu za to, że jesteś (byłeś). Mogę to powiedzieć z taką pewnością z jaką każdego dnia tęsknie coraz mocniej.
Przyszły zmiany, skończyła się jesień, zima, gdzie drzewa zgubiły pomarańczowo - żółte liście, jest wiosna, która nieśmiało pokazuje słońce zza chmur.
A Ty byłeś- nie byłeś, pojawiałeś się na chwilę - na dłużej, byłeś u mnie - nie u mnie, alkoholu było więcej, bądź mniej.
Moja buzia nie zamykała się na Twój temat, a głowa starała się zanotować jak najwięcej o Tobie i sprawdzić czy obraz Twojej osoby wśród ludzi jest podobny do tego z mojego umysłu. Był, jest.
Nie było tylko pewności, wydawało mi się wiele, widziałam niewiele, niedosłyszałam niedomówień.
Teraz to wiem, nie umiałam określić niektórych zachowań, powstrzymać słów, bo byłam zagubiona; pomiędzy chceniem, pragnieniem a działaniem.
Gdy pewność przyszła, zmieniłam się ja - moje podejście. Nadal owiane wieloma obawami, wstydliwością ale mimo wszystko pojęłam czego chcę, że Ty nie jesteś ofiarą trybu "zdobywcy", a "ofiarą" mojego serca.
Zakochałam się w Twoich oczach, cechach jakie wyłapałam, poznałam, Twoim zachowaniu.
A pokochałam po prostu za to, że jesteś (byłeś). Mogę to powiedzieć z taką pewnością z jaką każdego dnia tęsknie coraz mocniej.
sobota, 19 marca 2016
048.
Zauważam cechy, które nie muszą być przypisane Twojej osobie, a jednak! Jednak niekończąca się analiza całej Twojej osoby, otoczki pozwala na wysunięcie wniosków, pogubienie się bardziej i zatracenie w beznadziejności na wieczność.
Jest moment, gdzie żałuję jednej jedynej rzeczy.
Odczuwania uczuć.
Nie pozwala mi to nie płakać.
Błądzę po uliczkach Poznania, zakamarkach nieznanych ścieżek w umyśle, zatracam się w marzeniach i Twoim nadzwyczaj ciepłym spojrzeniu. Z wielkim przeczuciem o przyszłości - w barwach kawałka węgla bądź tradycyjnej sukni ślubnej.
Bicie serca szybsze, wolniejsze tworzy w głowie odczucie, zależne od dnia.
Ach niektórzy podobno nie czują, mam chyba odebrane to szczęście.
Początek jest trudny. Ten wyjątkowo kieruje pod wiatr, rzucając deszczem w oczy.
Obawiam się końca.
Jest moment, gdzie żałuję jednej jedynej rzeczy.
Odczuwania uczuć.
Nie pozwala mi to nie płakać.
Błądzę po uliczkach Poznania, zakamarkach nieznanych ścieżek w umyśle, zatracam się w marzeniach i Twoim nadzwyczaj ciepłym spojrzeniu. Z wielkim przeczuciem o przyszłości - w barwach kawałka węgla bądź tradycyjnej sukni ślubnej.
Bicie serca szybsze, wolniejsze tworzy w głowie odczucie, zależne od dnia.
Ach niektórzy podobno nie czują, mam chyba odebrane to szczęście.
Początek jest trudny. Ten wyjątkowo kieruje pod wiatr, rzucając deszczem w oczy.
Obawiam się końca.
czwartek, 10 marca 2016
047.
Co to był za luty, a marzec?
Nie można być przewidywalnym.
Od słowa do słowa można zmienić relacje między drugą osobą i to z taką, której nie darzyło się żadną sympatią.
Własna opinia jest jednak priorytetowa. Gdybym nie chciała się przekonać na własnej skórze co mogę wynieść z takiej znajomości, która była poprzedzona zdaniem innych to w tym momencie nie otrzymałbym tyle dobra, wsparcia, nadziei i godzin rozmów. Jeden człowiek dał mi to wszystko w bardzo niewielkim czasie, jestem wdzięczna najmocniej na świecie za to.
Zrobiłam niewielkim krok do przodu, w mojej długiej drodze do życia jakiego poszukuje ale nie stoję już w miejscu. Jest postęp, którego nie było od dawien dawna. Moje uczucia z serca zostały wypowiedziane dość głośno - nie te wszystkie, bo wstydliwość występuje nadal ale te, te które mnie męczyły od dłuższego czasu zostały dostrzeżone, usłyszane i lepiej być nie mogło.
Inteligenty człowiek, najbardziej jakiego znam stanął mi na drodze. Pięknie!
Teraz musi być tylko lepiej, a jak nie będzie to będą ludzie, którzy chcą pomóc i rozbawią. Są też salwy śmiechu - ze wszystkiego i z niczego.
Nie można być przewidywalnym.
Od słowa do słowa można zmienić relacje między drugą osobą i to z taką, której nie darzyło się żadną sympatią.
Własna opinia jest jednak priorytetowa. Gdybym nie chciała się przekonać na własnej skórze co mogę wynieść z takiej znajomości, która była poprzedzona zdaniem innych to w tym momencie nie otrzymałbym tyle dobra, wsparcia, nadziei i godzin rozmów. Jeden człowiek dał mi to wszystko w bardzo niewielkim czasie, jestem wdzięczna najmocniej na świecie za to.
Zrobiłam niewielkim krok do przodu, w mojej długiej drodze do życia jakiego poszukuje ale nie stoję już w miejscu. Jest postęp, którego nie było od dawien dawna. Moje uczucia z serca zostały wypowiedziane dość głośno - nie te wszystkie, bo wstydliwość występuje nadal ale te, te które mnie męczyły od dłuższego czasu zostały dostrzeżone, usłyszane i lepiej być nie mogło.
Inteligenty człowiek, najbardziej jakiego znam stanął mi na drodze. Pięknie!
Teraz musi być tylko lepiej, a jak nie będzie to będą ludzie, którzy chcą pomóc i rozbawią. Są też salwy śmiechu - ze wszystkiego i z niczego.
wtorek, 19 stycznia 2016
046.
Styczeń? Czemu wszystko mi tak ucieka?
Nie chcę tego, znaczy się chcę aby uciekł mi luty i w USOSie widziałam jakieś marne trójki, chociaż mogłabym więcej - czasem, jakbym chciała. Ale chcę zaliczenie i tyle, chcę praktyki a nie pustą teorię. Na tym mi zależy, a nie na definicji kogoś tam, bo tak.
Zależy mi też na ułożeniu sobie życia, całego! Większa część jest już okej. Odnajduję się w tym Poznaniu, chociaż inne miasto nadal jest w moim sercu i celem do zdobycia. Czuję się tutaj cudownie, moje relacje z jedną współlokatorką są najlepsze, z drugą bez komentarza - ale to najmniej ważne.
Są przy mnie też osoby, których obecność czuję zawsze, w złej chwili, dobrej - zawsze jakby nie było.
Są przy mnie też osoby, których obecność czuję zawsze, w złej chwili, dobrej - zawsze jakby nie było.
Jak się wyprowadzę będzie trudno na nowo zaaklimatyzować się jak w domu ale kto nie ryzykuje ten żałuje, że nie spełnił marzeń. Więc niech pomieszkiwanie w akademiku trwa jeszcze trochę.
O właśnie, te marzenia. Co ja mam w tej głowie ostatnio. Śluby, dzieci, stabilizację. Nie pasuje to przecież do mnie. Ale stabilizacja jest mi potrzebna - chcę już powoli wyciszyć się, oglądać milion zdjęć, mieć z kim wyjść na koncert i trzymać się za ręce w czasie pogo - o co trudno ale wszystko się da, kłócić się, hopsać na spacery, gotować razem ziemniaki, codziennie odkrywać drugą osobę i dawać jej swoją miłość... Potężną dawkę miłości każdego dnia, aby ktoś poczuł się ważny, kochany, doceniany.
Szukam takiej osoby, nie za wszelką cenę, nie daję się dotknąć ba nawet poznać nikomu. Nie jest tak, jak to widać z boku. Pragnęłam w życiu niewielu osób, w przeszłości tylko dwóch. Gdzie ta druga przy pierwszej była z mniejszą dawką pragnienia - mimo wszystko. Obecnie, pragnienie jest identyczne jak pierwsze, po tylu latach.
Teraz niestety za mocno się to zakręciło wszystko w stronę złej osoby. Osoba znaczy się jest dobrym człowiekiem - mimo, że mało znam i poznałam ale to widać, po prostu. Ale przede mną już ktoś był w jego życiu. Co nie jest dobre, bo niszcząc relacje między ludźmi, daje nieszczęście nie tylko sobie ale im. To aż trzy smutne osoby.
Teraz niestety za mocno się to zakręciło wszystko w stronę złej osoby. Osoba znaczy się jest dobrym człowiekiem - mimo, że mało znam i poznałam ale to widać, po prostu. Ale przede mną już ktoś był w jego życiu. Co nie jest dobre, bo niszcząc relacje między ludźmi, daje nieszczęście nie tylko sobie ale im. To aż trzy smutne osoby.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)