sobota, 27 grudnia 2014

032.

I kolejny rok ucieka, zostało już kilkadziesiąt godzin do nowej cyferki na końcu daty. Teraz pozostało tylko czekać do na nowy Level up, heheh. Wierzę, że będzie. W końcu zawodzić nie mieli.

Przez ten rok wydarzyło się dużo. Zakończyłam dwie znajomości, odkochałam się, wyprowadziłam się, poznałam nowych ludzi i proporcjonalnie traciłam tych, którym w rodzinnej miejscowości przeszkadzało moje studiowanie, stałam się wielką dumą Mamy, przytyłam, schudłam, znowu przytyłam i schudłam, wzięłam się za ćwiczenia aby zakończyć je na rzecz operacji, zaczęłam jeść o wiele zdrowiej, pracowałam w najgorszym miejscu na świecie, stałam się bardziej odważna, poprawiłam swoją dykcję, rozczesałam dready aby do nich wrócić, pojechałam na Woodstock, byłam na najlepszej Kortowiadzie i przede wszystkim uświadomiłam sobie co chcę robić w przyszłości.
Czego chcę od tego nadchodzącego roku? Aby było tak jak mam w głowie wszystko ułożone.

Wam życzę wiary we własne siły, motywacji do spełnienia marzeń i przede wszystkim zdrowia, bo wiem jak bardzo jest ważne i jak ciężko bez niego.
Nie poddawajcie się, walczcie.


Nie wiem czego mam Tobie życzyć za te kilka dni. Sobie bym życzyła, tego abyś był i żył.

piątek, 21 listopada 2014

031.

Wspominam najgorszą podstawówkę, która niestety źle wpłynęła na moje ukształtowanie się, średnie gimnazjum, które nauczyło mnie z kim w przyszłości się nie zadawać, całkiem dobre liceum i się zatrzymuje. Jestem na studiach, takich co chciałam, w mieście o którym marzyłam, pozornie marzyłam i nie wiem, nie wiem czy mam wspomnienia czy tylko pojedyncze przeżycia z ludźmi, których tutaj "poznałam". "Poznałam"...

Nie mam tutaj nikogo, z kim mogłabym kupić osiem paczek słoneczniku; koniecznie z przyprawami i wejść na jakiś dach śpiewając polskie przeboje lat '90. 
Brakuje mi tutaj też osoby, która obudzi mnie masą smsów "choooooodź szybko na piwo, jest ważna sprawa" i okazuje się, że ważną sprawą jest ciąża kotki i naprawdę koniecznie trzeba było omówić to o godzinie 4 nad ranem na łące.
Nie poznałam tutaj nikogo z kim mogłabym przeżyć Sylwestra w listopadzie przy ognisku, śmiejąc się w głos i pijąc ruskiego szampana. 

Mam tutaj znajomych, ale tylko znajomych. Zastanawiam się czy z nimi też przeżyję podobne rzeczy, czy będą tylko od czasu do czasu Cholernie mocno tęsknie za taką spontanicznością, za jazdą pociągiem gdziekolwiek całą noc, za płaczem ze śmiechu, za poczuciem, że ludzie, z którymi przebywam naprawdę cenią sobie moją osobę i chcą mieć wiele szalonych wspomnień ze mną. 

niedziela, 9 listopada 2014

030.

Z racji, że długi weekend się zbliżał, wpadłam na szalony pomysł wagarów w piątek i wrócenia do domu, za którym tak bardzo tęskniłam, mimo wszystko.

Leżę na podłodze pod biurkiem (bo gdzie indziej bym miała), jem najlepsze ciastka pod słońcem, których nazwy nie pamiętam iii... nie wiem. Zastanawiam się. Skoro tam jest mi źle, skoro tutaj nie czuję się dobrze to gdzie mam swoje miejsce? Budząc się każdego dnia w akademiku za każdym razem mam nadzieję, że jakaś magiczna moc da mi poczucie, że to jest moje miejsce na ziemi. Jeśli nie miałam tego tutaj, chciałam mieć tam. 
Nie czuję tego, nie wiem gdzie mam iść, jak żyć... 

Mam dwie najlepsze jakie mogłam sobie wymarzyć współlokatorki, nowych znajomych, którzy są naprawdę niesamowicie fantastyczni i których lubię, chociaż ciężko mi okazywać sympatię i tysiąc myśli  jak byłoby mi z nimi, moimi dawnymi znajomymi. Mam straszne sprzeczności w głowie, wyrzuciłabym je najchętniej wszystkie bez segregacji do jednego worka i miała pustą głowę, kompletnie. Sama zamykam się przed ludźmi.


wtorek, 21 października 2014

029.

Kilka dni i będę tutaj miesiąc. Odkąd tutaj jestem nie chcę myśleć przed snem jak kiedyś ale to robię. Zbyt intensywniej przez co ciężko mi zasnąć albo obudzić się nie z powodu koszmaru. Czasem chciałabym o tym wszystkim komuś opowiedzieć ale jestem ciężka w mówieniu, otwieraniu się. Nie potrafię tego zrobić dopóki nie zaakceptuje człowieka w jakiejkolwiek relacji ze mną. Nie zaakceptowałam jeszcze nikogo, nie chcę wpuszczać do swojej głowy. Aaaaaaaa...

Chcę coś zmienić, dążę do tego! Powoli, bardzo powoli czuję, że się o udaje. Tylko, tylko mam często problem z tym aby zmiana się ukształtowała w rzeczywistości. Tak samo jak literka "t" ma problem z pojawieniem się na ekranie.
Sprawcie aby ktoś mi to tutaj naprawił. 

poniedziałek, 22 września 2014

028.

Przytaszczyłam dziś do swojego pokoju czerwoną, wielką walizkę i trochę szarą torbę. Nie było to łatwe, bo obie strasznie wielkie ale i tak z trudem mieszczące "cały" mój dobytek. Nie potrafię się w nie spakować, więc po godzinie upychania wszystkiego stwierdziłam, że to nie to i wyjęłam wszystko. Jutro zacznę od nowa, muszę. Chyba, że pojadę bez niczego.
W piątek wyjeżdżam! Łał kolejny poniedziałek rozpocznę w zupełnie innym miejscu. Dziś się cieszę, bo znalazłam na promocji karmelową herbatę, którą zabieram ze sobą. Nawet nie wiem po co. Po ukończeniu pracy z zadowoleniem przeszłam na tryb życia bez herbaty. Ale może kiedyś poznam tam znajomych to będę miała czym częstować. Chociaż ciągle zapominam o szklankach. 

Cześć, idę jeść.


piątek, 12 września 2014

027.

Jak widzę ludzi, którzy stracili bliską osobę zastanawiam się jak doszli do tego, że potrafią się śmiać, chodzić do miejsc w jakich bywała ta osoba, bez łez oglądać zdjęcia z tą osobą. Jak potrafią mówić o zmarłym w taki sposób jakby wyszedł do sklepu i za chwilę miał wrócił? 
Przyzwyczaili się, że ktoś umarł? A może tak dobrze udają? Może w rzeczywistości codziennie myślą o tej osobie w nocy? Może płakali za nią więcej razy niż tylko w dniu pogrzebu?

Przed chwilą znalazłam pewne zdjęcia. Z tych wakacji, gdy jeszcze byłeś naszym dobrym znajomym, który potem w szkole ciągle pożyczał 80 groszy na wodę truskawkową. Pamiętam jak przybiegałeś pożyczyć ołówek, bo swój jak zwykle zgubiłeś. Wystarczy jeden taki przedmiot abym się załamała, bo przypominam sobie Ciebie i uświadamiam sobie jak mi Ciebie brakuje. Potem już nie byłeś kolegą, a kimś ważnym dla mnie. Nie mam jednak siły aby pójść Ciebie odwiedzić, nie mogę tego zrobić. Nie mam odwagi kupić znicz, przecież to nie na cmentarz miałam chodzić aby się z Tobą spotkać. Za kilka dni, kolejna rocznica, nasza, bez Ciebie. Kurwa, nasze plany były inne...

Kocham
Kocham
Kocham
Najmocniej






poniedziałek, 8 września 2014

026.

Pada, od kilku godzin pada. A pogoda odgrywa zbyt dużą rolę w moim samopoczuciu, które i tak z setek powodów nie jest zbyt dobre. Dlatego chciałabym trochę słońca, coby znowu spiec do czerwoności twarz i móc siedzieć z Mateuszem na chodniku i rozmawiać o projektach architektoniczno - budowlanych dwukondygnacyjnego budynku. SERIO? Nie wierzę, że to napisałam prawie z pamięci.
Teraz już czuć tylko jesień, nie lubię tego zapachu. A jesień ma taki zapach, taki zupełnie inny.
Jesień pokazuje jak wiele zmieniło się odkąd była tutaj rok temu.


Zaraz rozładuje mi się laptop, a mam tyle w głowie do napisania.
Skończę jutro, chociaż... Nigdy nie wiem co przyniesie jutro.
Skończę jak wrócę tutaj znowu.

10.09
Nie skończyłam "jutro". Skończę może teraz, po dwóch dniach. Chociaż w głowie mam jakby mniej myśli. Co niedługo doprowadzi mnie do stanu przedzawałowego albo do gabinetu psychiatry, gdzie droga wydaję się coraz krótsza. No bo jak to? Jednego dnia cieszę się ze wszystkiego i śmieję się leżąc na podłodze, drugiego od rana płaczę z tego powodu, który wczoraj powodował nieskończoną dawkę najlepszego humoru, Huśtać się uwielbiam ale na huśtawce znajdującej się na podwórku, a nie tej emocjonalnej. Aaaaaaaaaa za dużo tego wszystkiego.


Ja chyba nie rozumiem kobiet. Jak można po wiadomości o zdradzie pójść do kuchni, upiec ciasto, powiedzieć o tym w Internecie i dostać pochwały? Chyba dość internetów na dziś, chociaż jest dopiero 9:35. Jak żyć? Jak żyć?


czwartek, 4 września 2014

025.

Wstałam a tu już wrzesień. I to pierwszy. Lubię zapach tego dnia, powietrze jest inne
.
Jak ten czas niewiarygodnie szybko ucieka. Liczę, że tak samo prędko będzie płynął, gdy się wyprowadzę. Tak! Niewiarygodne! W dniu, gdy moja Siostra wpadła do pokoju z krzykiem "Karolina zrób mi makijaż, dziś rozpoczęcie roku" uświadomiłam sobie, ze to już nie zabawa. Za równy miesiąc obudzę się w innym łóżku, zupełnie obcym pokoju i nieznanym mieście. Zaczynam się tego coraz bardziej obawiać. I tak jak rano jeżdżę na zakupy aby kupić biały garnek w kolorowe kwiatki, żółtą miskę, szare kapcie z uśmiechem na twarzy, tak w nocy patrzę na to wszystko ze łzami w oczach.
Już sama nie wiem czego chcę.



Chcę kupić sobie aparat. Koniecznie taki na kliszę! Nie ma nic piękniejszego, do tego klimat. Ten klimat oglądający zdjęcia.
Zacząć poważnie grać na fortepianie, o i skrzypcach.
Nauczyć się jeździć na rowerze, chciałabym zacząć się ruszać. W końcu jako tako już mogę powoli powracać do prawie pełnosprawnego trybu życia.

piątek, 29 sierpnia 2014

024.

W moim pokoju, przy oknie stoi łóżko. Takie jakich tysiące, bo drewniane i z materacem. Jest półtora-osobowe i trochę skrzypiące ale bardzo je lubię.
Zaraz obok niego stoi biurko. Jest białe, takie jak sobie wymarzyłam. Lubię pod nim siedzieć, czytać, jeść, leżeć i spać. Robić wszystko! Wiecie, oprócz tego, że robię coś na ukochanej podłodze to jeszcze jestem pod biurkiem. Idealnie...

I tak teraz sobie pod nim siedzę i płaczę. I na pewno nie jest to płacz szczęścia. O nie.
Chciałabym wyrwać wszystkie włosy z głowy, których i tak za dużo nie mam. Chciałabym żeby ktoś mnie przytulił, aż zabraknie mi tchu. Chciałabym umieć opowiadać o tym co czuję, a nie o tym co się dzieje, gdy coś czuję. Chciałabym też pisać, ale tak ładnie pisać, a nie zapełniać Internet grafomańskimi zlepkami słów, które wychodzą spod moich palców.
Aaaaaaa niech mi ktoś powie, że robię dobrze, że niczego nie zniszczę, że moje decyzje pozwolą mi zmienić życie o 360 stopni albo chociaż te 350. Niech ktoś przy mnie będzie. Tylko.


wtorek, 26 sierpnia 2014

023.

Czas zamknąć jakieś rozdziały. Jakieś? Wszystkie. Za miesiąc mnie tutaj nie będzie. Nie będę widziała jak pierwsze liście spadają na dobrze znaną mi drogę, na której zrobiłam tysiące kilometrów. Nie będę widziała wschodów Słońca ze swojego pokoju, w którym do tej pory nie ma rolet ani nawet kawałka firany. Nie będę poruszała się na pamięć wśród doskonale znanych mi uliczek. Nie będę narzekała, że nie ma żadnych konkretnych pociągów do jakiegokolwiek większego miasta. Nie będę widziała tych ludzi, których tak nie cierpię. Nie będę miała nikogo znajomego obok. Czy się cieszę? Jasne, czekałam na to odkąd skończyłam jakieś 12 lat i wiedziałam, że jak jedna łatka z opinią się przyklei to będzie już taka do końca żywotu w tym otoczeniu. Czy się boję? Najbardziej na świecie boję się największej rewolucji w swoim życiu.
Przez ostatnie 7 może 8 lat nie dzieliłam z nikim pokoju. Robiłam w nim co chcę, płakałam kiedy chcę, układałam wszystko po swojemu, doceniłam ciszę jaką niesie ze sobą samotny wieczór i wyznaczyłam brutalne granice prywatności i nagle buuum. Od końca września mam zamieszkać w pokoju 3-osobowym... Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie patelnią prosto w twarz. Nigdy nie dostałam patelnią ale podejrzewam, że byłoby to również szokujące jak ta wiadomość. Bo jak to? Pokój chciałam 2-osobowy, bo tak jak jedną parę oczu skierowaną na mnie bym zniosła, tak z jeszcze jedną, dodatkową może być ciężko.
Tak samo ciężko może być z komunikacją miejską. Oni wszyscy sobie chyba żartują. Tramwaje? Autobusy nocne? Żarty? U mnie takich cudów nie było, na nogach pokonywało się jeden koniec miasta i drugi kilka razy dziennie i nikt nie marzył o kupnie biletów w cenie 2,40 zł. Oni wszyscy poszaleli.
Nie chcę już wspominać o tym, że moja ukochana Mama, którą zmuszam do tego aby było obok nawet podczas wyboru skarpetek w Pepco za 1,49 zł będzie prawie 400 km dalej. Nie wiem jak to wytrzyma Ona, nie wiem jak to wytrzymam ja. Jak pójdę do sklepu bez Niej? Jak kupię tego głupiego pomidora nie pytając czy aby na pewno jest tak samo czerwony jak paznokcie, bo musi pasować? Jak zasnę bez Jej drapania po moich plecach, których dotykać nie może praktycznie nikt, bo się denerwuje?
Jest jeszcze tryliard innych powodów : mniejszych - jak pójdę do łazienki wiedząc, że ktoś może tam być? - i większych -jak się utrzymam tam nie prosząc Rodziców o pomoc?-, które powodują, że sama myśl o wyjeździe powoduje nagły ból brzucha, odruch wymiotny i zamianę mnie w galaretkę. Ale wiecie co? Jestem z siebie dumna. Osiągnęłam coś co było moim marzeniem, celem. Osiągnęłam coś w co każdy wątpił. Jestem wyżej od innych. Jestem dalej niż się spodziewałam. Muszę dać radę, pokazać że każdy się mylił!

niedziela, 24 sierpnia 2014

022.

Czuję. Czuję bezsens.
I tyle chyba wystarczy.
Napisałam, przeczytałam na głos i jest lepiej.
Już o wiele lepiej. Słowa, słowa wystukiwane tutaj pomagają pozbyć się tych złych emocji.

niedziela, 17 sierpnia 2014

021.

Pisałam. Tak dużo napisałam. Najwięcej do tej pory, z dwie godziny stukałam w klawiaturę z takimi emocjami, że bałam się o klawisze. W końcu jestem bezrobotna, nie kupię sobie nowej klawiatury, bo znowu za taką wymianę zapłacę 280 zł. Oszaleli!
Ja też niedługo oszaleję jak nie opróżnię swojej głowy.
Żyję według wypracowanych zasad przez samą siebie. Pierwszą zasadą jest życie w pełni szczęścia i w zgodzie ze sobą. I to powinno wystarczyć abym żyła, żyła tak jak chcę. Tylko, tylko czasem nie zawsze jest coś w porządku.
Drugą zasadą powinno być "silna jak stal coby żadna, sekundowa zła chwila nie złamała"

środa, 6 sierpnia 2014

020.

Mam ciastka, czas zjeść swoją depresję!
Smacznego!
Za momencik będzie dobrze.

czwartek, 24 lipca 2014

019.

Dokonałam niemożliwej rzeczy. Spełniłam jedno z największych marzeń i bum było za idealnie. Musiało się coś zepsuć. Czas sobie przypomniał, że jestem już dorosła i trzeba jeszcze podjąć decyzję. I wcale nikogo nie obchodzi to, że nie chcę dorosłości, że nie mam ani grama pewności, a że dylematy sprowadzają mnie do stanu białej gorączki też jest nieważne. Muszę wybrać i już, bo według prawa od roku 2012 roku musiałam podpisać kilka papierków i odebrać kawałek plastiku mówiący o mojej "dorosłości". Jakiej znowu dorosłości? Ja tego nie chciałam!


niedziela, 6 lipca 2014

018.

Cisza... Czasem to jednak bardzo potrzebny czas. I nawet nie przeszkadza jak czas ciszy spędza się samemu.
Przemyślenia sobie przyszły. Ludzie sobie poszli.
A ja siedzę i cieszę się z ciszy.

piątek, 13 czerwca 2014

017.

Zawsze słyszałam, że idealnie siebie odnalazłyśmy mimo tak potężnej różnicy charakterów.
Ty i ja.
Tak bardzo do siebie pasowałyśmy, więc każdą wolną chwilę byłyśmy razem.
Nie wiem co się stało teraz ale coraz mniej czuć porozumienia, obie zaczęłyśmy sobie przeszkadzać.
Elementy idealnie dopasowanej układanki zmieniły się w inne puzzle.


NIE MA IDEALNOŚCI.

niedziela, 8 czerwca 2014

016.

Samotność
Każdy ma okres poczucia samotności.
Ja mam to ciągle.
Nie jest fajnie.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

czwartek, 29 maja 2014

014.

Tutaj nie było nic ważne. Nie pasowało to do mnie, nie lubię zmian ale numer 14 musiałam znowu zmienić.

wtorek, 20 maja 2014

013.

19 lat, 6 miesięcy, 18 dni, godzinę i piętnaście minut.
Mniej więcej własnie tyle żyję. Lubię liczyć c:

poniedziałek, 12 maja 2014

012.

12 post 12 dnia miesiąca
Cóż za zbieg okoliczności.
Żałuję, że takim zbiegiem nie jest to, że jestem idiotką.
Karolina.
Naprawdę jesteś idiotką.
Największą!

niedziela, 27 kwietnia 2014

011.

Miałam ładny sen.
Była łąka. Taka duża, zielona.
Stokrotki. Pięknie pachniały. Czułam zapach przez sen, niewiarygodne doznanie.
Słońce. Tak mocno prażyło. Musiałam mieć słomiany kapelusz.
Było idealnie. Tak jak nigdy.
Sny podobno się spełniają.
Chciałabym aby ten sen trwał, bo miałam tam wianek na włosach.
Nigdy nie potrafiłam zrobić wianka z żadnych kwiatów, nawet z ukochanych stokrotek.

Chciałabym dostać wianek!

piątek, 18 kwietnia 2014

010.

To co było postem numer 10 było czymś najgorszym. Były to moje myśli, źle przelane, źle ubrane w słowa, źle zbudowałam zdania.
Musiałam to zmienić, było mi wstyd. Nie chcę aby moja grafomania była uważana za większą niż jest w rzeczywistości.
Nikt już tego nie pozna i całe szczęście.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

009.

Miałam ochotę dodać tutaj wpis prosty i banalny. Zrozumiały dla Ciebie, Ciebie i Ciebie też.
Ale nie, nie!
Wtedy ten post mimo, że miałby być o mnie "mówiłby" (hehe post by mówił, ale żarcik) także o Tobie, Tobie i również Tobie.
A tego nie chcę!
A wiesz czemu?
Nie wiesz.
Na pewno nie wiesz.
Przecież Ty, Ty i Ty zostawiliście mnie.

Nie chcę o Was pamiętać.
Nie chcę Was widzieć.
Nie chcę o Was pisać.
Szkoda mi czasu.
Muszę go dobrze wykorzystać.
Od jutra zaczynam.

SPEŁNIAMY MARZENIA ABY W KOŃCU MOGŁAM PRZEŻYĆ SWÓJ CZAS SPEŁNIENIA!

piątek, 11 kwietnia 2014

wtorek, 8 kwietnia 2014

007.

Nie cierpię jak nikt nie potrafi dostrzec tego co ludzie mówią i pokazują między wierszami. Mówienie prosto o tym też nic nie daje. To jak niemy krzyk. 



niedziela, 6 kwietnia 2014

piątek, 4 kwietnia 2014

005.

Lato 2010. Ty. Twoje szaro-niebieskie oczy. Po tym czasie pamiętam każdy dzień jaki spędziłam z Tobą. Ile łez wypłakałam.
Poznając Ciebie pamiętam dokładnie pogodę i to jaką miałeś koszulę.
Pamiętałam o tym całe trzy lata. Teraz? Teraz powoli zapominam, jedynie nawyk w jaki we mnie wszczepiłeś pozostał do dziś.
Ale obiecałam sobie, że się tego oduczę.

I jedynie cieszę się z tego, że nasza znajomość mogła narodzić się tylko w przyjaźń. Większych rzeczy bym nie zniosła, nigdy. Z taką osobą to i przyjaźń była za dużym krokiem.

środa, 19 marca 2014

004.

Nie lubię niejasności i tych konfliktów. I tego, że nie potrafisz słuchać.
Najlepiej prowadzić jakąś chorą grę, nie zrozumieć o co chodzi.

HULAJ DUSZA NIECH WSZYSTKO SIĘ PRZEKREŚLI.

niedziela, 16 marca 2014

003.

Marzy mi się zdobyć wehikuł czasu.
Wehikuł czasu, który przeniósł by mnie 7 lat do tyłu.
Chciałabym zachować świadomość, że się cofnęłam.

piątek, 14 marca 2014

002.

Nie piję herbat.
Jedynie jak w pracy mi zrobią to piję, bo nie umiem im odmówić.
Ale dziś zrobiłam tą herbatę.
Czułam się jakbym zwariowała.
Nigdy nie sądziłam, że wrzucenie torebeczki do kubka i zalanie tego wrzątkiem da mi tyle emocji.
Pełna radości i dumy szłam przez kuchnię i przedpokój.
Wchodziłam na schody i myślałam o tym jak odstawię ją na bok, bo w końcu zimna herbata jest najlepsza.
I będąc już na przedostaniom schodku potknęłam się.
Wylałam prawie całą, na schody, na siebie.
Trochę boli mnie ręka.
Ale na pocieszenie mam ciastka.
Strasznie beznadziejny post mi wyszedł.
Strasznie potrzebuje przytulenia.
Wyjazdu też strasznie potrzebuje.

środa, 12 marca 2014

001.

Em... Nie mam czasu na większość rzeczy jakie mam zaplanowane na dany dzień.
Dziś nawet nie zaszłam do sklepu, do którego bądź co bądź koniecznie musiałam zajrzeć ale co tam wolałam iść (serio iść? biec!) do domu aby się po prostu położyć chociaż na chwilę, bo jak wiadomo osobie zapracowanej liczy się każda sekunda. 
Dlatego ja kilkadziesiąt sekund pragnę zmarnować na o to tego bloga. 
Ha tylko po co?
Mnie tak jak Was (jeśli ktoś to czyta rzecz jasna) to zastanawia. 
Mogłabym ten czas poświęć na naukę, na czytanie książki, na odpoczynek, na naukę gry na tej harmonijce czy też nawet mogłabym właśnie w tym czasie malować paznokcie na czerwono bądź szaro. Chociaż wolałabym na kolor lawendowy ale oczywiście takiego koloru niestety nie posiadam. Ale to nieważne! 
Generalnie chodzi o to, że w tym momencie, w którym powstaje ten zlepek słów mogłabym zająć się czymś innym. 
A może nawet lepszym?
Nie wiem czy umiem pisać, chyba nie. 
W końcu żaden mój blog nie osiągnął nigdy nic wielkiego. 
Dobra pierwszy nie mógł nic osiągnąć, bo było to coś tak bardzo strasznego, że do tej pory mi za to wstyd. 
Tutaj postaram się chociaż nie pisać o tym, że "jestem po śniadanku" i, że "koffam was", a już będzie znośnie. 
W końcu nie mam już 11 lat, a 19 (jeszcze 19, a jedynka z przodu ładniejsza niż ta dwójka). 
Dobra, dobra chyba czas już na mnie.